Dziś coś „egzotycznego”. Rajd po krakowskich barach mlecznych! Zaczęło się od śniadania w barze Flisak . Zamówiłam na śniadanie bułkę z pastą jajeczną i kawę zbożową! TAK! kawa zbożowa nadal istnieje, a bułka była bardzo chrupiąca i niestety to wszystko było PRZE PYSZ NE! Wszystkim przyjezdnym backpackersom i innym bon-tonom równie serdecznie polecam: śniadanie to podstawa całego dnia – zjedz je zdrowe i pyszne np. w barze mlecznym za grosze (bułka z pastą jajeczną 2,45 zł + kawa zbożowa (w tradycyjnym „komunistycznym” kubku bez „uszka”) za 1,60 zł, czyli all together około 1 euro). Rulez! A na obiad były pierogi z mięsem tym razem w barze Górnik, również PRZE PYSZ NE! Pierogi z mięsem i prawdziwymi skwarkami za 6,50 zł/ 10 szt. To może się zdarzyć tylko w barze mlecznym… Pozdrawiam przemiłe starsze Panie, które zrobiły mi zdjęcia nie „bojąc się” mojego Iphone’a 6+.

Reasumując: bary mleczne – jedyny pozytywny relikt komunizmu. I „droga władzo” proszę nam więcej nie mącić, że bez przypraw!

Śniadanie u Tiffany’ego, czyli szlakiem barów i restaurantów