A właściwie to potoki rowerów i skuterów toczące się we wszystkich możliwych kierunkach. Standard to Wietnamczyk jadący skuterem pod prąd na rondzie i piszący SMS’a lub cała np. 4 osobowa rodzina jadąca na skuterze z bagażami, albo 2 osoby na rowerze. Konfiguracji jest mnóstwo.

W Wietnamie jest podobno 39 milionów skuterów (dane z 2014 roku), w samym Hanoi 4 mln a w Sajgonie 2 mln. Rowerów, to pewnie nikt już nie liczy…

Przepisy drogowe owszem istnieją, ale stosuje się je w odmienny sposób niż u nas. Na przykład nie wiadomo czemu służą światła. Przykład?  Na czerwonym można jechać, a jeśli masz zielone to wcale nie znaczy, że ktoś nie wyjedzie z sąsiedniej ulicy oczywiście pod prąd. Najważniejsze to umieć manewrować w tych kilku streamach rowerów, skuterów, riksz i innych środków lokomocji.

Wyprzedzanie to dopiero jest jazda bez trzymanki! Przeważnie odbywa się na kilku równoległych pasach, jeśli oczywiście takowe istnieją, a jeśli nie, to za dodatkowy pas służy pobocze drogi. Pojazd, który ty wyprzedzasz też prawdopodobnie kogoś wyprzedza, ale to nie koniec, ponieważ na drugim pasie jadący z naprzeciwka też postanowili wyprzedzać „na drugiego” lub „trzeciego”.

Reasumując: system komunikacji drogowej w Wietnamie owszem istnieje, ale panuje tam „lekki” chaos. Ale Chaos wg Greków był początkiem narodzin świata… Wydaje mi się, że przepisy ruchu drogowego w Wietnamie istnieją aczkolwiek są na razie w powijakach i kierują się naczelną zasadą, że jakoś to będzie.

w maju w 2010 roku

Więcej o Wietnamie można przeczytać TUTAJ i TUTAJ.

Ale Sajgon, czyli rowery i skutery