Wyobraź sobie, że jesteś na 57 piętrze. Wyobraź sobie, że spoglądasz na błyszczące w dole miasto. Wyobraź sobie, że zanurzasz się w największym na świecie basenie na dachu. Wyobraź sobie Infinity Pool. Wyobraź sobie, że twój nowy adres w Singapurze to Marina Bay Sands.

OK. Koniec z marzeniami. Wracamy do realu.

Właśnie wymeldowałaś się ze swojego uroczego hosteliku w Chinatown i podążasz ze swoim malutkim plecaczkiem w 30 stopniowym upale nad zatokę. Marina Bay w Singapurze to twój pośredni cel, bo twój zasadniczy cel to Marina Bay Sands.

Wchodzisz do hotelu i zauważasz, że tylko ty masz plecak zamiast wypasionego Vuittona, Rimova, czy Tumi. Ale don’t worry masz w końcu miniaturowego, ale też wypasionego Deuter’a.

Na recepcji, po bardzo szybkim check-in (paszport -> karta kredytowa -> klucz do pokoju), udajesz się do windy nr 1 w wieży nr 3 (to ta od dziobu) a następnie do pokoju na 19. piętrze z widokiem na Gardens by the Bay i Cieśninę Singapurską.

Szybki ogląd pokoju, łazienki, balkonu, barku – uppps wypadł Red Bull z zapchanej po brzegi lodówki… No tego to ja na pewno nie będę pić. Wsadzam z powrotem na miejsce a potem okazuje się, że po 30 sekundach automatycznie to co wypadnie, czy zostanie zabrane zostaje doliczone do twojej karty kredytowej… Ale nie będziesz już otwierać lodówki, bo nie ma tam nic ciekawego dla ciebie. Dzwonisz na Help Desk, żeby powiedzieć, że nie jesteś zainteresowana konsumpcją czystej chemii zapuszkowanej lub zamkniętej w aluminiowych torebkach i upewniasz się, że nie obciążą twojej karty tym bezsensownym napojem. Potem szybka kąpiel i oczywiście kierunek Infinity Pool. Dojazd dwoma windami – pierwszą na 34 piętro a potem przesiadka do drugiej i już jesteś na 57 piętrze. Wejście na basen tylko z kartą hotelową. Nie zameldowani goście nie mogą wejść na basen, ale mogą kupić bilet za 22 S$ i podziwiać panoramę Singapuru z tarasu widokowego, czyli Sands SkyPark Observation Deck. Też piękne widoki, ale nie aż takie jak z basenu 🙂

Widok z Infinity Pool na drapacze chmur z jednej strony a z drugiej strony na Gardens by the Bay i  dziesiątki statków oczekujących na redzie – bezcenny. Na basenie najwięcej jest Chińczyków i innych azjatyckich nacji a w zdecydowanej mniejszości reszta świata, czyli Amerykanie, Australijczycy, Anglicy, Niemcy, Skandynawowie, Francuzi, garstka Rosjan no i chyba tylko ja z Polski… Słońce chociaż chowa się co chwilę za chmury, to jednak na tej wysokości praży niemiłosiernie, ale kąpiel w basenie z takim widokiem przezwycięża takie „trudności”. Można tak zawiesić się na krawędzi i patrzeć godzinami, chociaż widok przecież nie zmienia się prawie wcale. Do czasu, bo wieczorem jest jeszcze większy czad, kiedy patrzysz z góry na światła wielkiego miasta. Dodatkowo o godzinie 21 i 22 hotel aranżuje spektakl Światło i Dźwięk. Lasery przecinają zatokę a sam hotel oświetlany jest różnymi kolorami w rytm muzyki. Bardzo spektakularne z obu stron – jak stoisz na dachu hotelu, ale także jak jesteś na promenadzie i przed sobą masz słynny Marina Bay Sands.

A teraz trochę danych o Marina Bay Sands

  • koszt budowy 8 miliardów S$
  • długość 340 m, wysokość 150 m
  • 2561 pokoi
  • taras widokowy SkyPark na 3900 osób
  • wielkie otwarcie odbyło się 17 lutego 2011 roku
  • w filmie Dzień Niepodległości. Odrodzenie (polska premiera 24 czerwca 2016 r.) hotel zostanie zniszczony przez statek kosmiczny obcych… dobrze, że zdążyłam z wizytą…

A twórcą tego cuda pod tytułem hotel Marina Bay Sands jest Moshe Safdie, architekt narodowości izraelsko-kanadyjsko-amerykańskiej, urodzony w 1938 roku w Hajfie w Izraelu. Zasłynął projektem budynku mieszkalnego Habitat 67 w Montrealu, potem były: Muzeum Holokaustu Yad Vashem w Jerozolimie, Vancouver Public LibrarySalt Lake City Public Library, United States Institute of Peace Headquarters w Waszyngtonie, Kauffman Center for the Performing Arts w Kansas City, Marina Bay Sands w Singapurze, Sky Habitat też w Singapurze i wiele innych. Jest właścicielem pracowni architektonicznej Safdie Architects, gdzie można zobaczyć zdjęcia ze wszystkich jego spektakularnych projektów i realizacji. Rzuć gałką oczną, na jego stronę www na prawdę warto.

***

Jedyna wadą tego hotelu jest brak śniadania w cenie spania… Miło więc wspominam moje hostelowe śniadania w Indonezji – talerz owoców (ananasy i arbuzy) + naleśnik z bananami! Pyyyycha!

Infinity Pool w Marina Bay Sands, czyli pływanie na dachu świata