Po tygodniu spędzonym w Indonezji pakuję się do AirAsia i ląduję w Singapurze. Na lotnisku Changi wsiadam do metra i jadę w kierunku Chinatown. Wysiadam i idę parę minut na butach do mojego hostelu usytuowanego w chińskiej dzielnicy. Idę sobie tak i myślę, czy ja na pewno jestem w Azji?

Nigdzie indziej na świecie nie widziałam tak czystej chińskiej dzielnicy. To nie ta szalona, zwariowana i brudna Azja. Tu królują ład i porządek. Wszystko pięknie odmalowane, kolorowe, zadbane a znalezienie papierka na ulicy graniczy z cudem. Sterylny kraj.
To zaostrzone przepisy spowodowały, że Chińczyk nie pluje na ulicy a śmieci lądują w koszu a nie na chodniku.
Jak to możliwe ?
Restrykcyjne przepisy, wysokie kary, instrukcje poprawnego zachowania w parkach, w metrze, na ruchomych schodach, przy przechodzeniu przez ulicę, korzystania z sygnalizacji świetlnej, zachowania na moście…, gdzie się nie ruszysz tam prawie zawsze jest jakaś tabliczka. Chciałby się powiedzieć: Jak żyć?
Nawet psia uryna na osiedlowej alejce nie zostanie niezauważona. Plakaty z tym „przestępstwem” zostaną skrupulatnie porozwieszane z informacją, że następnym razem dowiedzą się o tym odpowiednie władze.
Widziałam również duże tablice z informacją, że w tej okolicy ukradziono rower lub dokonano włamania do domu i każdy kto coś o tym wie powinien niezwłocznie poinformować policję.
Najsłynniejszy chyba jest zakaz żucia do gumy. Genezą tego problemu były oszczędności i bezpieczeństwo mieszkańców. Rząd uznał, że sprzątanie oblepionych ulic gumą kosztuje zbyt drogo a zalepianie czujników przy drzwiach metra zagraża bezpieczeństwu podróżnych. Teraz gumę można kupić tylko w aptece w celach leczniczych.
Palić można tylko w wyznaczonych miejscach.
W metrze nie można jeść i pić. A głos z mikrofonu co chwilę przypomina, żeby uważać na przerwę między wagonem a peronem.
Nawet narodowy owoc Singapuru – durian – nie jest mile widziany w metrze i innych miejscach publicznych.
Podobno nie można też chodzić nago we własnym mieszkaniu…
Prostytucja jest legalna, ale za homoseksualizm idzie się do więzienia.
Za niszczenie mienia publicznego grozi kara chłosty.
Narkotyki, morderstwo, korupcja na wysokich stanowiskach? Kara śmierci.
Internet jest za darmo, bo finansuje go państwo, ale za to udział w wyborach – obowiązkowy.
Na to wszystko muszą uważać nie tylko Singapurczycy, ale także obcokrajowcy, gdyż singapurskie prawo nie robi wyjątków dla obywateli z innych państw.
Oprócz zakazów, na każdym kroku widnieją tabliczki informujace o tym jak dobrze postępować, być lepszym i uprzejmym dla innych a na licznych placach budowy, na każdym kroku, wiszą plakaty promujące bezpieczeństwo w pracy.
Nie wolno, nie wolno, nie wolno, więc może dlatego popularną pamiątką z Singapuru są gadżety i koszulki z nadrukiem zakazów.
Większość z nas nie jest przyzwyczajona do takiej inwigilacji i troski o obywatela. Ale chyba dzięki temu jest tutaj tak sterylnie czysto, bezpiecznie i spokojnie. No i w ten sposób łatwiej jest władzy zapanować nad 5 mln ludzi mieszkającymi na obszarze wielkości Warszawy.

Co wolno wojewodzie, to nie tobie w Singapurze