Szpital, kuchnia, kotłownia, basen, kino, garaże, kaplica, prosektorium. To wszystko razem w jednym miejscu na 7 hektarach. Teraz opuszczone.

Pod koniec XIX wieku, w południowo-zachodniej części Legnicy, rozpoczęto planowe sadzenie roślin. Pomysłodawcą utworzenia parku był bankier Ludwig Mattheus. On też wspierał to przedsięwzięcie finansowo. W ten sposób powstał kompleks leśny zwany Laskiem Mieszczańskim, który później zmienił nazwę na Złotoryjski. Po wykupieniu terenów z rąk prywatnych, w 1929 roku w cichym lasku, Niemcy wybudowali ogromny szpital wojskowy, który w 1945 roku przeszedł w ręce Północnej Grupy Wojsk Armii Radzieckiej. Odzyskany z rąk Sowietów w 1993 roku został przekazany, w ramach rekompensaty za utracone mienie, Zabużanom.

Główny i największy budynek szpitala ma 3 piętra a długość jednego skrzydła wynosi 250 m. Korytarze sprawiają wrażenie jakby nie miały końca…, ilość pomieszczeń przyprawia o zawrót głowy. Przerażające wrażenie robi chłodna nawet dziś chłodnia do przechowywania ciał i sala ze stołem do sekcji zwłok, a właściwie z miejscem po stole, ponieważ niestety jakiś czas temu dostał nóg i wyszedł nie wiadomo dokąd. Szpital mógł przyjąć do 650 pacjentów na kilku oddziałach m. in.: chirurgii, psychiatrii, okulistyki, ortopedii, zakaźnym. Jak na ówczesne czasy był to obiekt bardzo nowoczesny i dobrze wyposażony w aparaturę medyczną.

Wrażenia w trakcie zwiedzania niesamowite, mimo totalnego zniszczenia, mimo odpadającego tynku ze ścian, grafitti i ogólnego mordoru, wydaje się, że z sali intensywnej terapii wybiegnie pielęgniarka i zasuwając tym niekończącym się korytarzem będzie wzywać “wracia”. Jak tak stoję chwilę, to wydaje mi się, że widzę charakterystyczne czepki radzieckich pielęgniarek… Idziemy od drzwi do drzwi czytając kolejno napisy: lekarz dyżurny, ordynator, sala operacyjna, pomieszczenie na brudną bieliznę, prysznic dla chorych pacjentów, izolatka, rentgenoterapia, ekg, toaleta dla personelu… Gdzieś w jednej z sal znajdujemy zdjęcie rentgenowskie…

Czy warto było zagłębić się w tę krainę jak z horroru? W takim miejscu jeszcze nie byłam i takich mrocznych zdjęć nie robiłam. Tutaj czas się zatrzymał, atmosfera jest ciężka, a po plecach przechodzą ciarki. Zwiedziliśmy kino, kuchnię, kotłownię, kaplicę, prosektorium, wszystkie 3 kondygnacje i strych szpitala, została nam jeszcze piwnica… a tam odnalezienie podziemnego przejścia do sąsiedniego budynku – kuchni.

Na terenie szpitala było 10 ton grzejników, ale my nie zobaczyliśmy ani jednego, bo złomiarze, wynieśli wszystkie. Jakiś czas temu odkryto w kaplicy, pod grubą warstwą farby, krzyż, który znajdował się w górnej części złotej mozaiki. Niektóre rzeczy zginęły bezpowrotnie, inne zostały zniszczone, zamazane, zamalowane, spalone, ale jak widać coś jeszcze kryją te niesamowite mury. Znawcy urbexu mówią, że w tej kategorii, ciężko będzie znaleźć ciekawszy obiekt do zwiedzania. A my rozpoczynając swoją przygodę z urban exploration, wzięliśmy to na pierwszy ogień…

Słów parę o Legnicy

Czy wiecie jak wyglądała Legnica z góry pod okupacją radziecką ? Jak talerz pierogów. Połowa ruskich i połowa leniwych. Mała Moskwa. To tu znajdował się drugi po Moskwie sztab z dowództwem Północnej Grupy Wojsk Armii Radzieckiej, dowództwo 4 Armii Lotniczej, jeden z najliczniejszych w Polsce garnizonów, a w latach 1984-1990 Naczelne Dowództwo Zachodniego Teatru Działań Strategicznych. Właśnie ze względu na dużą koncentrację w mieście jednostek wojskowych i struktur dowódczych, Legnicę nazywano Małą Moskwą. 1/3 miasta była przeznaczona na wyłączny użytek żołnierzy sowieckich. Szkoły, szpitale, sądy, urzędy, banki, kina, sklepy, kawiarnie, obiekty sportowe, tzw. Kwadrat, czyli najpiękniejsze przedwojenne rezydencje należące kiedyś do legnickich lekarzy, adwokatów i fabrykantów, wszystko to zostało przejęte przez radzieckich generałów i oficerów i było pilnie strzeżone przez uzbrojonych sołdatów. Od 1946 – 1993 roku na terenie Legnicy mieszkało kilkadziesiąt tysięcy żołnierzy radzieckich.

Prawdziwy klasyk urbexu, czyli poradziecki szpital