Ostatnie nasze historyczne eksploracje w okolicach Zawiercia, uświadomiły nam z Basią, że odczuwamy pewien brak eklektyzmu w naszych eskapadach. Postanowiłyśmy nadrobić zaległości w tym temacie i w piękne niedzielne popołudnie, wraz z resztą „ekipy”, udałyśmy się w kierunku Wierbki.

W parku o powierzchni 10 hektarów, urządzonym w stylu angielskim, wśród rzadkich i egzotycznych gatunków drzew, od 1880 roku stał piękny i oryginalny pałac rodziny Moesów. Właściciele papierni, gorzelni i młynu parowego byli miłośnikami niebanalnego stylu zwanego eklektyzmem. Kierunek ten polegał na łączeniu w jednej budowli w sposób swobodny, elementów często niezgodnych ze sobą i pochodzących z różnych epok i stylów architektonicznych.

Dzisiaj niestety nie możemy oglądać tej wspaniałej budowli, ponieważ w 1987 roku została ona zniszczona przez pożar. Pozostały tylko zewnętrze ściany a w nich otwory okienne przez które wciska się dawna wybujała zieleń parkowa, a dzisiaj w zasadzie dżungla. Kiedyś w parku rosły topole kanadyjskie, drzewa korkowe, lipy drobnolistne, modrzewie a pośród tej roślinności rozlokowane były korty tenisowe, oczka wodne, altany, alejki, lodownie. Mimo tej totalnej ruiny, jestem w stanie wyobrazić sobie to minione piękno.

Statua Wolności w Nowym, Wieża Eiffla w Paryżu, Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie, Teatr Polski w Bielsku-Białej, Pałac Izraela Poznańskiego w Łodzi, Ratusz w Nowym Sączu, Kryształowy Pałac w Londynie. Co łączy wszystkie te obiekty? EKLEKTYZM. Szkoda, że Pałacu Moesów w Wierbce nie ma na tej liście.

***
Najlepsza pora do zobaczenia pozostałości pałacu to jesień lub zima, ale „jungle-style” na wiosnę i w lecie też ma swój urok.

W poszukiwaniu eklektyzmu, czyli nalot na Wierbkę