Jest 15 maja 2016 roku, zawierciańsko – krakowska grupa eksploracyjna udała się na koleją eskapadę. Tym razem jej celem były obiekty militarne w Żerkowicach… Cofnijmy się jednak do roku 1944, jakby powiedział Bogusław Wołoszański

Przed spodziewaną ofensywą wojsk radzieckich ze Wschodu, Niemcy przystąpili do budowy linii fortyfikacji polowych, okopów strzeleckich, rowów przeciwczołgowych i schronów wojskowych. Budowle powstawały w miejscach strategicznych np. na skrzyżowaniach ważnych dróg i wzniesieniach.

Pod nadzorem żołnierzy niemieckich, dzieci, kobiety, mężczyźni i jeńcy wojenni, budowali linię obronną określaną w terminologii wojskowej jako linię obrony B1.

Z powodu niekorzystnego scenariusza działań wojennych na frontach europejskich i braku obsady do obsługi stanowisk w tych budowlach, w październiku 1944 roku, roboty przy fortyfikacjach zostały wstrzymane a wojska niemieckie wycofały się w głąb III Rzeszy. Żelbetowe i ziemne zapory zostały opuszczone.

Po wojnie aż do 1990 roku, schrony niszczono, zasypywano śmieciami, burzono ciężkim sprzętem i usuwano z pól. Obecnie, te ocalałe, są ostatnimi reliktami z czasów II wojny światowej.

Najczęściej spotykanymi na ziemi zawierciańskiej są tzw. „Kochbunkry” (od nazwiska gauleitera Prus Wschodnich – Ericha Kocha), schrony jednoosobowe, obserwacyjne, dostosowane do rzeźby Jury i jej pagórków. Małe schrony produkowano w fabrykach i transportowano na miejsce przeznaczenia. Były świetnie zamaskowane, obsypane ziemią a wchodziło się do nich z podbiegowych okopów. Żołnierz w środku mógł doskonale obserwować okolicę i prowadzić ostrzał z ręcznego karabinu maszynowego. Schronów jednoosobowych było kilka typów: z płaskimi i półokrągłymi stropami, o różnych wymiarach i wadze.

Projekt przywrócenia schronów wojskowych jako pamiątki historyczne, powstał z inicjatywy sympatyków umocnień militarnych na Jurze, zrzeszonych w TMZZ i PTTK oraz przy współpracy Urzędu Miejskiego w Zawierciu. Ocalić od zapomnienia – chwała im za to!

Jak okopaliśmy się w okopach i zabunkrowaliśmy w bunkrach, czyli nalot na Żerkowice