O godzinie 21.00 Siostra Julia zamyka główne drzwi i zakłada żelazną sztabę. Zaryglowane drzwi budzą mój lekki niepokój, ale klamka zapadła lub raczej sztaba zapadła. Nie ma odwrotu, bo postanowiłam sprawdzić jak wygląda noc w klasztorze, czyli tak modne teraz duchowe spa. Wybór padł na Opactwo Benedyktynek w Staniątkach. To wyjątkowe miejsce pod każdym względem. To prawdziwa gratka dla miłośników historii i sztuki. W murach klasztoru obowiązuje klauzura, więc osoba świecka nie może przekraczać progu zakonu, ale możemy korzystać z Domu Gościnnego, przyklasztornego ogrodu, sadu i stawów. W tych pięknych i zabytkowych murach znajdują się zapierające dech polichromie i freski, cenne obrazy i rzeźby, co krok to jakaś perełka. To jedna z najstarszych świątyń gotyckich typu halowego (nawy są równej wysokości). W klasztornym muzeum i bibliotece znajdują się bogate zbiory sprzętów liturgicznych, starodruków, rękopisów i bulle papieskie z XIII w. Na północnym murze kościoła znajduje się specyficzna pamiątka z czasów I wojny światowej – wbite w ścianę artyleryjskie pociski. W tym roku w Staniątkach obchodzony jest Jubileusz 800 – lecia istnienia Opactwa Mniszek Benedyktynek. To osiem wieków historii, tysiące godzin modlitw i tysiące godzin pracy. Ora et labora. Módl się i pracuj – to naczelna zasada Benedyktynek.

Obecnie mieszka tu 13 mniszek, które w ciągu dnia są niezwykle zapracowane. Hodują karpie, pielęgnują grządki z chryzantemami, a w szklarniach doglądają dorodnych pomidorów. W sadzie obrodziły jabłka i śliwki, z których siostry przygotowały wspaniałe i zdrowe konfitury – jadłam je na śniadanie łyżką. To się nazywa nieumiarkowanie w jedzeniu. Między słonecznikami i dyniowym polem stoi kilka uli, których też ktoś musi doglądać. Ciągle jest coś do roboty. Przyjeżdżają goście i pielgrzymi, trzeba przygotować pokoje, zmienić pościel, posprzątać, przygotować posiłki. W przyklasztornym sklepiku Siostry sprzedają własnoręcznie przyrządzone przetwory, 100 % soki, kompoty, miód z własnej pasieki, pyszne ciasteczka i chipsy pustelnika. U Benedyktynek praca przeplata się z modlitwą, a modlitwa z pracą.

To była moja niezapomniana noc w klasztorze. Zapach bukszpanu pod moim oknem mieszał się z wszechogarniającą ciszą, a czarną noc można było kroić nożem. Nawet klasztorny Burek starał się nie mącić tego spokoju a poranne pianie koguta było o pół tonu cichsze niż normalnie. Teraz takie duchowe spa za murem to nie jest już nic nowego, bo wiele klasztorów oferuje taki wypoczynek. Bez telefonu, telewizji, internetu, tylko spokój. Ale TEN KLASZTOR jest wyjątkowy. Nie ma drugiego takiego miejsca.

Podsumowując jednym zdaniem: spanie w klasztorze jest spoko!

PS.

Pozdrawiam dwie przemiłe cyklistki, Ewę i jej córkę, które także nocowały wtedy w klasztorze. Przemierzyły kilkaset kilometrów na rowerach i były w drodze powrotnej z Bieszczad do swojego rodzinnego miasta – Bielska Białej.

Spanie w klasztorze jest spoko, czyli z wizytą u mniszek w Staniątkach