Powiem tak: było świetnie. Ponieważ atrakcja była zorganizowana w ramach XV Podgórskich Dni Otwartych Drzwi, więc nie trzeba było wchodzić tam z “partyzanta”, tylko normalnie. Trochę szkoda… Te porzucone i rdzewiejące wagony i lokomotywy byłyby znakomitymi eksponatami w jakimś skansenie kolejowym, ale z drugiej strony gdyby tam były, to nie byłyby tu i nie byłoby tak post-apokaliptyczne…

Jeśli znajdziecie się tam kiedyś, to na początku oczywiście powitają was standardowe tablice typu zakaz wstępu, teren monitorowany, itp. Nie lękajcie się. Raczej nikt się wami nie będzie interesował, można prawie swobodnie poruszać się po terenie, eksplorować, robić zdjęcia, a czasami nawet trafić na sesję modową. Pierwsze co zobaczycie przed hangarami to piękną obrotnicę wachlarzową a w krzakach prawdziwy zardzewiały skarb – parowóz tendrzak TKt48-167 z 1956 roku. Co za widok! Potem patrzycie w lewo a tam następna perełka: skład z parowozem TKw2. Wyglądają świetnie! Pełno rdzy. Idziemy sobie więc tak po tym porzuconym i opuszczonym terenie (no może nie do końca opuszczonym) i mimo, że nie ma tu dziesiątek pociągów, to te co są, robią wrażenie. Jest industrialnie i mega atrakcyjnie. Można wejść do środka lokomotywy (trzeba uważać, bo wszystko przerdzewiałe), do wagonów (jeśli jest podłoga), chodzić po dachach, wisieć, wspinać się. Wszystko wygląda tak jakby przyjechało 100 lat temu, stanęło i tak zostało. The best. Podobno trzeba się trochę nakręcić, żeby obrotnica ruszyła z miejsca, a kabina sterowania nie wygląda na sprawną, to jednak chce się stanąć za pulpitem i przez chwilę poczuć się jak prawdziwy operator obrotnicy… Ehhh rozmarzyłam się…

Trochę historii

W związku z szybkim rozwojem kolei w Galicji Zachodniej, w latach 1908-09 na terenie przylegającym do stacji Podgórze Płaszów, wybudowano halę wachlarzową z obrotnicą, wieże wodne, zasieki węglowe i inne obiekty kolejowe. Był to jeden z największych w tym regionie zespołów parowozowni i warsztatów naprawy taboru. Po odzyskaniu niepodległości przez Polskę stacjonowało tu 120 parowozów. Oficjalnie za datę powstania Lokomotywowni Kraków Płaszów przyjmuje się rok 1927. Zbudowano wtedy budynki techniczne, biurowe, rozbudowano północną halę wachlarzową i zbudowano nową – południową. W czasie okupacji niemieckiej powstała hala prostokątna. Lokomotywy spalinowe były tutaj obsługiwane do 2009 roku, kiedy to PKP Cargo podjęło decyzję o zaprzestaniu działalności w tym miejscu. W 2011 roku nastąpiło ponowne otwarcie Lokomotywowni Kraków Płaszów a Zakłady Przewozów Regionalnych w Krakowie wykonują tutaj przeglądy kontrolne elektrycznych zespołów trakcyjnych.

Nigdy nie chciałam być kolejarzem, ale miejsce to zrobiło na mnie wrażenie. Nasz przewodnik ze  Stowarzyszenia Miłośników Kolei w Krakowie opowiedział nam mnóstwo ciekawych historii, z których część starałam się tu zamieścić.

Jeśli jesteś miłośnikiem takich miejsc to może zainteresuje cię działająca obrotnica w Jaworzynie Śląskiej i dolnośląski kolejowy urbex.

PS.

W urbexowych miejscach zawsze trzeba patrzeć gdzie się stąpa i mieć oczy dookoła głowy – pamiętajcie o tym! Licho nie śpi a rdza jest wszędzie.

W Krakowie, w Płaszowie, czyli kolejowy urbex