Monsterkabinett

Steampunkowy sznyt i gigantyczne owadopodobne potwory. Jeśli chcesz osobiście poznać Pippi – miłośniczkę muzyki techno i tancerkę go-go, albo Oranginę sześcionożną lalę, czy pająka giganta, to musisz zejść do podziemia. Nie, żeby takie rzeczy były nielegalne w Berlinie, bo gdzie jak gdzie, ale w wyzwolonej stolicy Niemiec, prawie wszystko jest dozwolone. No więc musisz zejść po stromych i krętych schodach do undergroundu, bo tam właśnie znajduje się królestwo artysty Hannes’a Heiner’a i jego grupy performerów, którzy stworzyli surrealistyczny świat mechanicznych potworów. Kinetyczne, komputerowo sterowane, pneumatyczno – mechaniczne machiny, wykonane z metalowego złomu. Witajcie w świecie fantasy. Tutaj przez 20 minut można teleportować się do świata snów jak z horrorów. Potwory, dym, głośna muzyka i efekty świetlne. Fani offowej sztuki, wynalazcy, miłośnicy manga & anime, dizajnerzy – welcome to the house of fun, witajcie w artystycznym muzeum.

Monsterkabinett jest prywatnym museum należącym do artystycznej grupy Dead Chickens. Wizyta tutaj to wspieranie unikatowej i limitowanej sztuki szalonych niemieckich artystów i ich świata magicznych kreatur. Może gęsia skórka nie jest gwarantowana, ale fan tak i ewentualnie pocałunek monstrum. Dance for me baby! Dance! a może potwory z nocnych koszmarów odżyją…

Twórca i artysta, Hannes Heiner, nazywa swoje instalacje teatrem. Jego stwory wykonane są z recyklingowych i złomowanych materiałów – wiadomo Berlin jest eco. Każdy potwór ma swoje imię i swoją historię. Monsterkabinett to idealne miejsce, aby zakosztować undergroundowej kultury. Monstra, insekty, metalowe rzeźby, stwory, roboty, pająkopodobne, agresywne jak z nawiedzonego domu – po prostu Monstershow. Dlaczego warto tam iść? Bo w steampunkowym klimacie i industrialnej maskaradzie można zobaczyć niezależną sztukę i mroczną stronę Berlina. Ta trochę dziwna atrakcja mieści się w podwórku przy Rosenthalerstrasse 39, w miejscu gdzie swój dom znaleźli niezależni artyści, performerzy i streetartowcy.

Design Panoptikum

Schylasz się, patrzysz przez ramię, kręcisz głową w prawo, w lewo, w górę, w dół, na skos, mrużysz oczy lub wybałuszasz je tak, że chcą wyskoczyć z orbit. I nic, to nie działa. Robisz więc mądrą minę, podziwiasz, kątem – plujesz i zastanawiasz się co autor miał na myśli. Skoro dalej nie wiesz o co kaman, to znaczy, że jesteś w Design Panoptikum w Berlinie, czyli Surrealistycznym Muzeum Obiektów Industrialnych. To miejsce powstało dzięki Rosjaninowi mieszkającemu od ponad 20 lat w Niemczech a od lat z pasją kolekcjonującemu różne dziwne przedmioty. Oryginalne urządzenia medyczne, sprzęt agd, lotnicze gadżety, sprzęt sportowy, ponad 3000 przedmiotów połączonych w surrealistyczno – abstrakcyjne instalacje. Vlad Korneev, fotograf i właściciel tej galerii absurdu, z pasją oprowadza po swoim królestwie, gdzie połączył rozmaite przedmioty użytkowe w dziwne konstrukcje. Kosmita, czy kosmonauta supermen? Wehikuł czasu, czy prehistoryczne solarium? Łóżko więzienne, czy wanna? Maska gazowa połączona z lunetą, a obok fotel z salonu fryzjerskiego. Zabawa jest niezła a czacha paruje. Całość to niezły vintage design i industrialny klimat. Vlad Korneev był asystentem fotografa Wernera Bokelberga w Hamburgu. To tam zaczął zwracać uwagę na niezwykłe przedmioty i rekwizyty jakich używał Werner do fotografowania słynnych gwiazd takich jak Pablo Picasso, Salvador Dali, Brian Jones, Romy Schneider, czy Andy Warhol . 4 listopada 2010 roku Vlad otworzył swoje muzeum w Berlinie przy Torstrasse 201. Design Panoptikum to muzeum niezwyczajne. Ja bawiłam się tam świetnie.

A na deser Currywurst Muzeum! 

Currywurst wymyśliła 4 września 1949 roku Herta Heuwer. Cały dzień padał deszcz, więc przyczepa Herty serwująca szybkie przekąski nie cieszyła się zbyt wielkim zainteresowaniem. Frau Heuwer postanowiła więc stworzyć coś nowego i pysznego. Do ciemnego, pomidorowego sosu zaczęła dodawać po kolei rozmaite przyprawy. Mieszanka 12 przypraw okazała się najsmaczniejsza i tak właśnie narodziło się najpopularniejsze niemieckie danie! W 1959 roku Herta opatentowała swój wynalazek. Rocznie sprzedaje się w niemieckich miastach ponad 800 mln porcji, z czego 70 mln w samym Berlinie. Nie ma się co dziwić, że w 2009 roku w stolicy Niemiec powstało muzeum tej potrawy. Ja weszłam za darmo (do dziś nie wiem dlaczego), ale normalnie bilet razem z wyżerką kosztuje 13,90 euro.

Currywurst to najbardziej popularny niemiecki, uliczny fast food. Nawet turecki kebab i hamburger nie zdetronizowały ulubionego smakołyku Berlińczyków. Kiełbaska wieprzowa jest grillowana lub pieczona, posypana aromatyczną przyprawą curry, polana sosem na bazie koncentratu pomidorowego lub po prostu zwykłym ketchupem. Podawana jest z bułką lub frytkami. Najlepsze są podobno w Curry 36 – podobno właściciel sprzedaje od 800 – 1000 sztuk dziennie… Byłam, spróbowałam – bardzo dobra, owszem, ale zdecydowanie za dużo keczupu. Natomiast w budce obok, jadłam najlepsze wegetariańskie i warzywno-mięsne kebaby! Stałam w kolejce tylko 30 minut i miałam więcej szczęścia niż Elon Musk (ten od Tesli i lotów w kosmos), bo on podobno musiał odstać 2 godziny. Zdecydowanie polecam spróbować bułkę z grillowanym wsadem w Mustafa Kebab.

Co ciekawego w muzeum?

Przez słuchawki w kształcie butelek od keczupu można posłuchać ciekawostek o currywurst. Można powąchać przypraw, posiedzieć na gigantycznych frytkach, na kanapie w kształcie kiełbaski i na rozlanym keczupie. W kinie serwowane są najlepsze sceny filmowe z kiełbaską w roli głównej oczywiście. Tu też można poczuć się właścicielem jednej z kultowych budek a w sklepie z pamiątkami zakupić jakiś gadżet nawiązujący oczywiście do kiełbasianej wizyty. Generalnie na 600 m2 panuje kiełbasiana atmosfera a hasłem reklamującym muzeum jest slogan: „Currywurst – to coś więcej niż kiełbasa, to jedno z najważniejszych przeżyć w Niemczech”. Rocznie muzeum odwiedza około 350 tys. turystów.

Currywurst to kulinarna legenda Niemiec.

Dziwne muzea w Berlinie