Weekend w Wiedniu, to za mało. To jak zjedzenie tylko jednego kawałka słynnego tortu Sachera. Jednak motywem przewodnim tego wyjazdu było zaproszenie na koncert z okazji 40-lecia wiedeńskiego chóru Michaels Kammerchor, cała reszta zdarzyła się przy okazji. Po prostu poszłyśmy z Monique przed siebie. Taki weekend nam się trafił.

Co liznęłyśmy z habsburskiego przepychu oprócz tortu Sachera

  • poleżałyśmy na dizajnerskich sofach w MuseumsQuartier – Dzielnicy Muzeów. Takie same kanapy dostaliśmy od zaprzyjaźnionego z Krakowem Wiednia i teraz można się na nich wylegiwać przy Muzeum Narodowym w Krakowie. W MQ znajdują się m. in. galerie sztuki, teatry, szkoły tańca, Muzeum Sztuki Współczesnej – MUMOK, Leopold Museum.
  • wysłuchałyśmy wspaniałego koncertu z okazji 40 – lecia wiedeńskiego chóru Michaels KammerChor, który odbył się w Muzeum Historii Naturalnej. Tam też przeżyłyśmy własną wersję słynnej filmowej „Nocy w Muzeum”, ale na szczęście żaden dinozaur, ani mamut nas nie dopadł. Ale wracając do koncertu, to Michael zaserwował nam prawdziwą muzyczną ucztę od Verdiego, Mozarta, Schuberta, Liszta, Beethovena, Offenbacha, Vangelisa, Pucciniego do oczywiście Straussa. To były piękne i bardzo wzruszające momenty. Dziękujemy!
  • w Schönbrunn wspięłyśmy się na wzgórze Glorietta, poleżałyśmy na trawie podziwiając pałac, ogrody w stylu francuskim oraz panoramę Wiednia ze wzgórzem Kahlenberg na horyzoncie. To stamtąd nasz król, Jan III Sobieski, skutecznie dowodził wojskiem i zwyciężył Turków w 1683 roku. Pałac Schönbrunn, to dawna letnia rezydencja rodziny cesarskiej szczególnie ulubiona przez cesarzową Sissi. Jest tu 1441 pomieszczeń, z czego do zwiedzania udostępnionych jest 45.
  • z bajkowym światem Hundertwassera trudno nam było się rozstać, więc po dokładnym obejrzeniu z zewnątrz i wewnątrz kamienicy oraz pobliskiego muzeum, przysiadłyśmy na chwilę na tarasie kawiarni w Hundertwasserhaus i zjadłyśmy Sachera. Był pyszny. Nic się nie zmieniło.
  • niezwykła biblioteka w Hofburgu przypomniała nam, że jesteśmy molami książkowymi. Niestety nie miałyśmy wystarczająco dużo czasu, aby odwiedzić pozostałe pomieszczenia oficjalnej siedziby dworu Habzburgów. Ten ogromny kompleks liczy 18 budynków, 16 dziedzińców i ponad 2800 pomieszczeń. To swoiste miasto w mieście. Obecnie przesiaduje tu Prezydent Austrii.
  • po 300 schodach wspięłyśmy się na południową wieżę kościoła św. Szczepana, z której roztacza się wspaniały widok na miasto i okoliczne wzgórza, wśród których naszą uwagę przyciąga oczywiście Kahlenberg (Łysa Góra, ta od Jana III Sobieskiego). Katedra ma 4 wieże, 22 dzwony i mnóstwo innych perełek w środku.
  • przy operze spotkałyśmy dużego, różowego zająca. Zaskoczył nas swoim rozmiarem i kolorem. Sprawcą tego zamieszania był Ottmar Hörl, który od lat realizuje projekty łączące sztukę z przestrzenią publiczną. Natomiast drugi, zielony zając, przycupnął na dachu budki Bitzinger Wurstelstand Albertina. Mięsożercy będą usatysfakcjonowani podwójnie, bo w otoczeniu sztuki i Galerii Albertina, zjedzą najlepszą kiełbasę w mieście (nie z zająca).
  • pomnik Mozarta obeszłyśmy dookoła, bo tego jeszcze nie robiłyśmy w Wiedniu. Stoi sobie w ładnym otoczeniu z nutką z kwiatów.
  • w kryptach cesarskich (Kapuzinergruft) zobaczyłyśmy 150 grobowców w tym: 12 cesarzy i 19 cesarzowych. Imponujące sarkofagi z brązu posiadają liczne zdobienia, a każdy element symbolizuje jakiś fakt z życia osoby w nim pochowanej. Niewątpliwie największy sarkofag należy do cesarzowej Marii Teresy (tej, która urodziła 16 dzieci) i jej męża Franciszka Stefana (tego, który był sprawcą tylu narodzin), leżą tu też cesarz Franciszek Józef, jego żona Sisi i ich jedyny syn.

Na co zabrakło czasu:

  • na koncert Falco Tribute, który odbył się w ramach Donau Insel Festival. Ten największy w Europie trzydniowy festiwal przyciąga 3 mln fanów a wstęp na wszystkie imprezy jest bezpłatny.
  • na objazd Ringu, który otacza Stare Miasto. Najlepiej zrobić to wsiadając do tramwaju nr 1 lub 2. Po drodze zobaczymy m. in. budynek Opery Narodowej, bliźniacze budynki Muzeum Historii Sztuki oraz Muzeum Historii Naturalnej, potężny pomnik cesarzowej Marii Teresy – w/w matki szesnaściorga dzieci, Parlament, zamek Hofburg, Ratusz i wiele innych. Tramwaj Ring Tram jeździ co pół godziny od placu Schwedenplatz wokół ulicy Ringstrasse, od godz. 10 – 17.30.
  • na Muzeum Pogrzebowe… Po 150 grobowcach w krypcie u Kapucynów, czułyśmy pewien niedosyt nekrosztuki.
  • na Hiszpańską Szkołę Jazdy Konnej. Konie muszą poczekać.
  • na wzgórze Kahlenberg. Wdrapiemy się tam następnym razem, bo chcemy zobaczyć co widział Sobieski, gdy zwyciężył Turków pod Wiedniem
  • na Ratusz i park z fontannami, który znajduje się na „zapleczu” budowli. Pod koniec czerwca odbywa się tu festiwal filmowy, a filmy prezentowane są na ogromnym ekranie przed budynkiem.
  • na urban gardening przy Kunsthalle. Chciałabym zobaczyć jak sobie radzą z tym tematem Wiedeńczycy, bo Berlińczycy świetnie.
  • na bunkry Flakturm, na Gasometer Town, na AlbertinęMUMOK i mnóstwo innych rzeczy, bo po Widniu, panie, można się szwendać bez końca.

Koncerty, wystawy, festiwale, bale, spacery, niezłe jaja w Wiedniu, Hundertwasser, Walton Ford, czyli poprzednie moje Wiednie a ja wciąż czuję niedosyt tego miasta.

***

Naszą uwagę w Wiedniu zwróciła również sygnalizacja świetlna. Zielone – to dwie panie trzymające się za ręce, a czerwone to obejmujący się panowie. To detale wyrażające przyjazny stosunek miasta do społeczności LBGT.

Veni, vidi, Vienna, czyli weekend w Wiedniu