Nie byłam, nie widziałam, zarobiona byłam a oni od 15 lat grają muzykę nielekką, niełatwą i nieprzyjemną. W Krakowie tej jesieni, od 26 września do 1 października, dużo było hałasu a mocno alternatywna muzyka dała się we znaki. 15 edycja, 20 koncertów, 24 polskie premiery, 19 premier światowych, 8 lokalizacji, 9 wydarzeń towarzyszących i 1 strefa dyskomfortu. Tej jesieni weszłam tam i dobrze mi tak, bo odkryłam nowe muzyczne przyjemności na Festiwalu Sacrum Profanum. W strefie Medytacje z Quiet Music Ensemble podczas powolnego słuchania, o mało nie zasnęłam, choć trudno sobie to wyobrazić przy tym co się wyprawiało na scenie. Kto był to wie. Ludzie wchodzili i wychodzi a muzycy grali jakby sprawdzając naszą cierpliwość podczas 3 godzinnego koncertu. Minimalistyczne, medytacyjne utwory, męczące i zachwycające. Podjęłam wyzwanie wejścia do strefy dyskomfortu, bo czasami dobrze jest wychylić się poza swój wygodny dystrykt.

Festiwal Sacrum Profanum to międzynarodowy projekt i jedno z najciekawszych wydarzeń muzycznych Europy. To ekscentryczni muzycy, outsiderzy, energetyczni dziwacy. To inny wymiar dźwiękowej awangardy. Liznęłam Sacrum Profanum, żałuję, że nie zobaczyłam rumuńskiego spektralizmu, bo podobno to muzyka z trzewi świata, ale za to odkryłam duński Efterklang i islandzką Sóley.

Sacrum Profanum zdobyte!