Chodź opowiem Ci bajeczkę…, albo może bardziej jurajską legendę o dwóch braciach, dwóch zamkach i jednej kobiecie. Mir – pan na Mirowie i Bobol – pan w Bobolicach, żyli hucznie i na bogato. W podziemnym tunelu łączącym oba zamki mieli ukryte skarby, z których każdy z nich mógł czerpać do woli. Kiedy jeden z braci, wezwany przez króla na wyprawę wojenną szczęśliwie powrócił ze zbrojnej eskapady, przywiózł ze sobą nie tylko cenne łupy, ale i księżniczkę przecudnej urody. Bracia żyli w zgodzie dopóty, dopóki nie zakochali się w tej samej kobiecie. Braterska miłość się skończyła a zaczęła się katastrofa. Żona właściciela Bobolic potajemnie spotykała się w tunelu z dziedzicem sąsiedniej warowni i gdy sprawa się rypła, brat zabił brata a niewierną żonę kazał żywcem zamurować w lochach zamku. Dotychczasowe badania nie potwierdziły, aby pod ziemią istniał tunel łączący obie warownie. Nie znaleziono także skarbów. Ale… podobno od czasu do czasu na zamku w Bobolicach widuje się Biała Damę sunącą w milczeniu po murach i tęsknie spoglądającą w stronę Mirowa…

Mirów i Bobolice zostały wzniesione na wapiennych szczytach za czasów Kazimierza Wielkiego. Stanowiły część największego systemu umocnień i miały bronić zachodniej granicy Królestwa Polskiego przed najazdami, m. in. ze strony Śląska znajdującego się pod wpływami Czechów. Wspomniane Orle Gniazda przechodziły z rąk do rąk, a po potopie szwedzkim w XVII w. popadły w totalną ruinę, dzieła zniszczenia dokończyła okoliczna ludność, anektując kamienie z murów jako budulec do swoich domów, kamień użyto także do ułożenia drogi łączącej Mirów z Bobolicami.

Zamek w Mirowie, pięknie wkomponowany w skały, jest jednym z najstarszych na Szlaku Orlich Gniazd. Początkowo był jedynie strażnicą podległą pod pobliskie Bobolice, ale szybko rozrósł się do zamkowych rozmiarów. Pierwotnie jednopiętrowa budowla otoczona murem obronnym, z czasem została rozbudowana, główny budynek podwyższono, wzniesiono wieżę o pięciu kondygnacjach a w skale wykuto piwnice i dolne pomieszczenia. Powstał także zamek dolny z pomieszczeniami mieszkalnymi, którego dziedziniec zamknięto nowymi murami obwodowymi. Po szwedzkim potopie został opuszczony i popadł w ruinę.  Malowniczo położony na niewielkim, pozbawionym drzew wzgórzu, jest doskonale widoczny z dalszej perspektywy i choć sypie się na potęgę, to nie można odmówić mu romantyzmu. To piękna ruina. Ze względów bezpieczeństwa wejście do środka jest zabronione, zagrodzone bramą i stalowymi kratami. A szkoda…

Mijamy więc ogrodzone ruiny i kierujemy się czerwonym szlakiem w stronę zamku w Bobolicach. Zamki znajdują się w niedużej odległości od siebie, zaledwie 2 km i z jednego można zobaczyć sylwetkę drugiego. Spacer prowadzi Grzędą Mirowską – łagodnym garbem, częściowo zalesionym i najeżonym wapiennymi skałkami tworzącymi imponujący, skalny mur. Ich urozmaicone kształty przypominają Skrzypce, Klawiaturę, Ósmą Grzędę, Szafę a nawet Trzy Siostry… To jeden z najpopularniejszych punktów docelowych dla miłośników wspinaczki skałkowej. Jest tu również kilka jaskiń, do których zaglądnęli kiedyś archeolodzy i w jednej z nich odkryli najstarsze w Polsce szczątki Neandertalczyka, a konkretnie jego zęby. I tak po półgodzinnym spacerze dochodzimy do drugiego zamku.

Zamek w Bobolicach leży na stromym, skalistym wzgórzu, 360 m n.p.m. Wzniesiono go na planie dopasowanym do kształtu wapiennej skały. Składa się z dwukondygnacyjnego budynku mieszkalnego z cylindryczną basztą, a całość otaczają mury z blankami. Warownia mocno ucierpiała w czasie potopu szwedzkiego, dlatego w 1683 roku Sobieski w drodze na Wiedeń musiał nocować w namiocie, bo budowla nie nadawała się do zamieszkania. W XIX wieku w podziemiach zamku znaleziono skarb a poszukiwacze penetrując kolejne zakamarki doprowadzili do jego dalszej dewastacji. W latach 60-tych XX wieku zabezpieczono zamek jako trwałą ruinę, ale z roku na rok był on w coraz gorszym stanie.

Od kilku lat obie budowle znajdują się w posiadaniu prywatnych właścicieli (dwóch braci) i odzyskują dawny blask. Los okazał się łaskawszy dla zamku w Bobolicach, który został odbudowany i jest udostępniony do zwiedzania, natomiast zamek w Mirowie po zabezpieczeniu murów ma zostać udostępniony jako trwała ruina. Mimo wielu kontrowersji wokół odbudowy, ja jestem zachwycona efektem końcowym, czekam tylko jeszcze na dzień kiedy będę mogła wspiąć się na odrestaurowane mirowskie ruiny.

***

Więcej Zawiercia tutaj.

Od zamku do zamku przez Grzędę