Arkadowe podcienia, prostokątne ryzality, bramy, podwórka, czerwone framugi i parapety, balkony, wykusze, przewieszki między budynkami, wąskie uliczki, zaułki i centralny plac z kościołem – nieprawdopodobna różnorodność… Tym razem ciepnęło nas do Nikiszowca – perły architektury budownictwa społecznego. Zapraszam Was na niedzielny szłapcug po Nikiszu, gdzie nie ma dwóch takich samych elewacji a z otwartych okien dochodzi stukanie garnków, ślůnsko godka i zapach domowego obiadu (zapewnie rolada z kluskami i modrą kapustą).

Można tu chodzić godzinami! Przechodzimy więc przez kolejne bramy, wędrujemy po wąskich uliczkach, zaglądamy w zaułki i myszkujemy po magicznych zielonych podwórkach. Co krok naszą uwagę przykuwają różnorodne detale na budynkach.

A wszystko zaczęło się na początku XX w. kiedy to rozpoczęto eksploatację nowych pokładów węgla kamiennego i uruchomiono kopalnię Giesche. Na górniczym osiedlu Giszowiec wkrótce zabrakło mieszkań dla pracowników, więc na zlecenie spółki Georg von Giesches Erben, wybudowano kolejne osiedle w pobliżu szybu Nickisch. I tak górnicy z rodzinami powoli przeprowadzali się do nowego miejsca zwanego Nikiszowcem…

Zgodnie z założeniem architektów osiedle przypomina amfiteatr ze sceną pośrodku, od której odchodzi pięć ulic a na głównym placu stoi kościół. Na powierzchni piętnastu hektarów wydzielono trzy funkcjonalne strefy: południową – mieszkalną, wschodnią – usługową i oświatową oraz północno-zachodnią, gdzie pobudowano mieszkania, obiekty administracyjne i socjalne. W tym samowystarczalnym miasteczku było wszystko co potrzebuje do życia ponad 7 tysięcy osób: budynki mieszkalne, ogródki, kościół, sklepy, pralnia, łaźnia, kotłownia, dom noclegowy, szkoły, mieszkania dla nauczycieli, szpital, gospoda, posterunek policji.

Osiedle Nikiszowiec to 9 zwartych kwartałów budynków połączonych przewiązkami i poprzecinanych siatką prostopadłych ulic. Trzykondygnacyjne familoki mają kształt wieloboku: prostokąta lub trapezu a każdy budynek składa się ze 165 mieszkań i razem z dziedzińcem i ulicą zajmuje około 1300 m². Sąsiednie bloki połączone są przewiązkami umieszczonymi nad ulicami i wspartymi na arkadach. Wewnątrz każdego bloku znajduje się podwórko, na którym kiedyś mieściły się dodatkowe pomieszczenia gospodarcze przynależne do każdego mieszkania: komórki, chlewiki albo kurniki a do użytku ogólnego stał piec do wypieku chleba, tzw. piekarniok. Ponieważ nie wolno było robić prania w mieszkaniach, aby nie niszczyć ich wilgocią, na osiedlu działała wspólna pralnia i magiel. Do wszystkich budynków doprowadzono prąd oraz sieć wodno-kanalizacyjną. Typowe mieszkanie miało około 63m² i składało się z kuchni, obowiązkowo z ogromnym bifyjem i piecem na węgiel oraz dwóch pokoi, nie było łazienki, a toalety były wspólne.

Ten niezwykły układ urbanistyczny zaprojektowali w 1908 roku dwaj kuzyni Emil i Georg Zillmannowie, uznani architekci z Berlina. Nie tylko zaprojektowali, ale i pilnowali, aby powstało on dokładnie tak jak zaplanowali. Zanim rozpoczęła się budowa, uruchomiono specjalną cegielnię, która wypalała czerwone cegły klinkierowe dla tego osiedla. Chcąc uniknąć monotonii, Zillmannowie nadali familokom indywidualny charakter, dlatego budynki wyróżniają się wieloma detalami architektonicznymi i elementami konstrukcji o różnej wysokości, głębokości i kształcie.

Jednym ze znaków rozpoznawczych familoków są framugi okienne i parapety pomalowane na czerwono. Dlaczego na ten kolor? Bo czerwona farba, pochodząca z kopalni, była za darmo.

Spacer po Nikiszu najlepiej zacząć od rynku, czyli Placu Wyzwolenia, wokół którego rozlokowane są budynki użyteczności publicznej oraz piękny kościół św. Anny zbudowany na planie krzyża i na podobieństwo świątyń średniowiecznych. W największym z bloków mieściły się: zarząd kopalni, cechownia, łaźnia, kotłownia i wieża ciśnień. Budynek poczty charakteryzuje się kwiatową mozaiką, a budynek z dużymi oknami to dawny magiel –  obecnie filia Muzeum Historii Katowic. Na rynku znajduje się także zakład fotograficzny „Niesporek”, który funkcjonuje tu od 1919 roku.

I tak wędrując po uroczych podwórkach i małych uliczkach spędzicie kilka godzin na niezwykłym osiedlu robotniczym…

Warto też odwiedzić Szyb Wilson, bo w dawnym budynku cechowni i łaźni szybu kopalni „Wieczorek” znajduje się największa w Polsce prywatna galeria sztuki. Na 2500 m² można się ukulturalnić podziwiając polską i światową sztukę współczesną, zobacz tutaj.

***

Jeśli macie niedosyt osiedli robotniczych, to zapraszam na spacer po Zawierciu i osiedlu TAZ 🙂

Ciepnij sie do Nikisza