To była artystyczna podróż. Jedziemy asfaltową drogą po płaskowyżu nad Sułoszową, na przemian wśród zaoranych i zielonych pól, wśród mikroskopijnych wysepek drzew i zarośli i łagodnego krajobrazu aż po horyzont. W dali słychać krzątaninę traktorów a wokół nas śpiew ptaków. Słońce świeci, jest ciepło a cel naszej podróży jest na wyciągnięcie aparatu.

Samotne drzewo, odludny stary dąb, dzielnie sterczy tu od lat i nie ma zamiaru dać się wywiać nieprzyjaznym wiatrom. No i dobrze, bo w upalne dni pozwala na chwilę odpoczynku w błogim cieniu a dla nas dzisiaj stanowi wdzięczny obiekt do fotografowania. Wygląda na to, że lubi pozować i swoimi uschniętymi konarami wskazuje z którego miejsca prezentuje się najlepiej.

Kto to w ogóle namalował??! Natura i okoliczni rolnicy orząc i obsiewając swoje morgi. Maszerujemy więc między malowniczymi prostokątami pól z widokiem na Tatry, po drodze cykając zdjęcia.

***

Sułoszowa położona w odległości 37 km od Krakowa, w pięknej Dolinie Prądnika i w pobliżu Ojcowskiego Parku Narodowego, jest jedną z najdłuższych wsi ulicówek w Polsce, ma 10 km długości i… trzech sołtysów. A jako ciekawostkę dodam tylko, że wg carskiego wykazu z 1883 roku w gminie Sułoszowa mieszkało 3 zewidencjonowanych koniokradów… Czy koń by się uśmiał?

Pocztówka z Małopolski, czyli historia jednego drzewa