Na lądzie, czy na wodzie, w Polsce, czy za granicą, na łonie natury, czy w mieście? Życzę sobie więcej takich trudnych wyborów. Tegoroczna majówka to było połączenie wszystkich tych scenerii. W słoweńsko-włoskich klimatach czekało na nas mnóstwo atrakcji. Były klimatyczne miasteczka, zamki, jaskinie, spanie w muzeum, ale przede wszystkim porty, porciki, porcięta, urokliwe zatoczki i plaże. Czy wspominałam już o nieziemskich widokach, aromatycznej kuchni śródziemnomorskiej i słonecznej pogodzie? Czasami pomysł na majówkę czai się tuż za rogiem…

Kilkudniowy rejs jachtem motorowodnym Cranchi wzdłuż brzegów Słowenii, to nie jest jakaś skomplikowana operacja, bo linia brzegowa tego państwa liczy 46 kilometrów, ale jeśli dorzuci się jeszcze do tego kawałek włoskiego wybrzeża o długości całkowitej 4996 km, to już prawdziwe wyzwanie. Ten kto pływa wie, że pobyt na wodzie to poważna sprawa – tu niepodzielnie rządzi Neptun, ale zgrana załoga na czele z Kapitanem może na morzu góry przenosić, bo najważniejsi są ludzie. Ahoj przygodo, nie zmarnowaliśmy tej majówki!

Dziękuję Kapitanowi za bezpieczne nawigowanie po morzach i oceanach a Współzałogantom za wspaniałe towarzystwo! Jesteście Wielcy!

Le boat, czyli majówka na wodzie