Tyle pięknych miejsc zobaczyłam, non stop wchodziłam i wychodziłam. Fantastyczne wnętrza, fantastyczni ludzie, fantastyczne opowieści w mieszkaniach, domach, pracowniach i u … fryzjera. Ciekawie zaaranżowane przestrzenie, moc wrażeń i inspiracji, ale przede wszystkim spotkania z ludźmi – to wszystko zapewnił niezastąpiony w tej robocie – Festiwal Otwarte Mieszkania w Krakowie. Tegoroczne menu jak zwykle obfitowało w dużo niebanalnych lokalizacji, wybrałam się więc na obchód paru lokali. Puk, puk…

I tak na Salwatorze uczestniczyłam w sernikowym przyjęciu zorganizowanym przez Martę – założycielkę www.EatAway.com, odbyłam podróż w czasie w domu zaprojektowanym przez Adolfa „Wszystko” Bohusza, posłuchałam elektronicznych dźwięków Salk w ogrodzie Art House i obejrzałam wymalowane wnętrzności tamże, pospacerowałam wśród monumentalnych rzeźb w pracowni Mariana Koniecznego (1930 – 2017) i po Salwatorskim Studiu Artystycznym – miejscu, gdzie kształci się przyszłych mistrzów dłuta i pędzla. Dowiedziałam się także ile czasu zajmuje „wyrzeźbienie” rzeźby i jak przez „normalne” drzwi pracowni wynieść Jagiełłę na koniu (niestety trzeba ich poćwiartować…). Zachwyciło mnie podróżnicze mieszkanie na Grodzkiej z elektryką jak za króla „świeczka” i estetyczno-architektoniczny rajd po lokalach z pasjonatem swojego zawodu i reżyserem wnętrz w jednej osobie  – Piotrem Paradowskim.

Wiele, wiele opowieści i osobistych historii przewinęło się przez te dwa ostatnie weekendy, ale czas zamknąć drzwi i dać odpocząć gospodarzom, organizatorom i wolontariuszom. Welcome home i do zobaczenia za rok, bo chętnie pójdę znów w gości 🙂

***

A co zastałam za progiem w czasie I edycji Festiwalu Otwarte Mieszkania w 2017 roku? Rzuć gałką oczną tutaj.

Festiwal Otwarte Mieszkania – Welcome home!