Budzę się koło czwartej, wstaję, piję kawę i zbieram się. Nie, nie, nie!!! To nie ja, to Kinga – dokumentalistka niezwykłych wschodów słońca i autorka słów: Jutro rano nigdzie nie idę, odpoczywam. A kiedy budzę się, jeszcze przed wschodem – wstaję i jak w amoku ubierając się kombinuję: „dokąd dzisiaj? I wchodząc na ścieżkę, stając na wzniesieniu, patrząc na góry albo równe pola, przedzierając się pomiędzy krzewami lub brodząc w wysokich trawach wiem, że było warto. Zawsze wita mnie krajobraz zapierający dech w piersiach.

Co robić w niedzielę gdy spadnie pierwszy śnieg lub upał wygania z miasta? Można na przykład zarzucić sieci w Rybnej, miejscowości niedaleko Krakowa. Chociaż żadnej ryby jeszcze tam nie złowiłam, ale za to nie raz przemierzałam z Kingą kukurydziane pola, jurajskie skałki, wąwozy, potoki i… okazuje się, że w tej niepozornej wsi jest wiele ciekawych miejsc do zobaczenia…, więc Ty pójdziesz górą a ja doliną. Albo na odwrót. Nieważne.

Wieś położona jest na zachód od Krakowa pomiędzy garbem Tenczyńskim a Bramą Krakowską, w bardzo malowniczej dolinie potoku Rybnianka, częściowo na krańcu rozległego zapadliska tektonicznego Cholerzyn-Rybna.

Podobno pierwsi mieszkańcy pojawili się tutaj, ponieważ na pobliskich rozlewiskach Wisły można było łatwo zbierać ryby, które pozostawały w zagłębieniach terenu, gdy rzeka wracała do starego koryta. A może nazwa Rybna pochodzi od stawów, w których hodowano ryby na użytek dworu królewskiego i biskupiego? Tak, czy siak, warto się tam wybrać, co w 244 wpisach udowadnia na swoim blogu Kinga. Przeczytacie tam o malowanych widokach z góry, na dół i na boki, opowieść o psie, który rozumiał tylko esperanto, coś o diable, który siedział i grzeszników topił, historię o bunkrach na wojennym szlaku i oglądniecie mnóstwo wschodów słońca. W Rybnej o piątej rano jest zjawiskowo, kiedyś to sprawdzę, ale jeszcze nie teraz.

A w samej wsi stoi opuszczona i zrujnowana mleczarnia z ciekawą historią. Współzałożycielem Spółki Mleczarskiej oraz jej pierwszym i wieloletnim kierownikiem był Szymon Romanowski. Wybudowana w latach 1903-05, po I wojnie światowej w pełni zmechanizowana, przerabiała dwa miliony litrów mleka rocznie i eksportowała go m in. do Berlina, Mysłowic i Katowic a wyroby mleczarskie z Rybnej były wielokrotnie nagradzane w kraju i za granicą. Spółdzielnia przetrwała do lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Więcej o tej historii można przeczytać tutaj.

Prawdziwe skarby Rybnej – wąwozy, jaskinie, wysokie skały i wodospady ukryte są w zieleni i niewidoczne z drogi, a wschody słońca to tylko pretekst, żeby odwiedzić to miejsce i napić się kawy z Kingą – autorką wszystkich wschodów słońca w tym poście.

***

To co, Ty pójdziesz górą a ja doliną, czy na odwrót? Nieważne, ważne, żeby iść.

Dzień dobry, jestem Kinga, nie śpiewam, ale tańczyć lubię i wciąż mnie coś zaskakuje.

Cześć Kinga, jestem Dorota, dobrze, że Cię poznałam.

Ruszyłam rano, kiedy mgły jeszcze dobrze nie opadły…