Wąska i kręta ścieżka wśród złowieszczo szeleszczącej trzciny niechętnie rozstępuje się przed nami, słychać dziwne odgłosy dochodzące ze środka tej gęstwy. Chyba nie ma tu nikogo oprócz nas. Upiornie lepkie powietrze nie pozwala oddychać i trudno zrobić kolejny krok, bo pajęczyny jak kajdany owijają się wokół nóg. Mokre od potu oczy widzą tylko zamazane kształty i formacje dziwnych postaci, które niepokojąco wyrastają nam nad głowami. Monstrualne paprocie gadają z gargantuicznym skrzypem, a gigantyczne drzewa zamieniają się w jeszcze większe drzewa, gdzieś blisko słychać jakieś szuranie…

Ok, no może trochę przesadziłam z opisem naszej tropikalnej wędrówki na Kuilau Ridge Trail, gdzie cała roślinność jest jak nie z tego świata. Wycieczka wśród ogromnych paproci, skrzypów i gigantycznych drzew sprawia, że można poczuć się jak na planie Parku Jurajskiego. Ciąg dalszy nastąpi wkrótce w opisie spokojnych spacerów i hardcorowych wędrówek od Seattle przez hawajską wyspę ogrodów – Kauai, stany Waszyngton i Oregon i kanadyjską British Columbię. A jak to się wszystko zaczęło? KRK -> FRA -> SEA -> LIH -> SEA -> FRA -> KRK.

Najpierw gigantyczne pożary lasów w Kolumbii Brytyjskiej zmusiły nas do lekkiej zmiany planów podróżniczych a potem zgodnie z planem przegoniły nas na Hawaje. Tam w oknie pogodowym między huraganami udało nam się poeksplorować dużo, jednak trzeba się było zwijać, bo nadchodził Lane, który jak każdy porządny huragan uwielbia porywać namioty i bawić się nimi w przestworzach. Potem intrygująca mgła, czyli dymy znad Kanady, prześladowały nas w czasie eskapady po amerykańskich stanach Waszyngton i Oregon dodając jednak mistycyzmu zdjęciom. Standardowa dzienna dawka przypadająca na nogi wynosiła 20 km, 20 000 kroków a w apogeum 173 piętra.

Kiedy szczęśliwie wylądowaliśmy w domu w Seattle tam czekał na mnie bilet na koncert… Eda Sheerana. Na ten czas porzuciłam więc mą miłość do techno i elektroniczno-progresywnych dźwięków i udałam się na imprezę w stylu romantix. Nie powiem, koncert był świetny, a miejsce usytuowane na stadionie Seahawksów z widokiem na centrum miasta przelało czarę zachwytu. Czy wspomniałam już, że Snow Patrol był supportem?

Nasze nieustanne wędrowanie po trzech amerykańskich stanach i jednej prowincji kanadyjskiej, postaram się opisać w kolejnych wpisach, do których nie wiem jak się zabiorę, ale na razie plan mam taki:

PS.

Te wspaniałe wakacje były tak wspaniałe dzięki niezawodnemu dream teamowi Simina & Paweł. We love you so much…

Nieustanne wędrowanie, czyli nie tylko Hawaje pod namiotem