Pałac Dietla w Sosnowcu

Plan na Śląskie! Zamki i Pałace był prosty i nieskomplikowany, od punktu A do punktu B, C, D… itd., chociaż tych „itd.” nie było dużo, bo dni są krótkie, szybko robi się ciemno a ja jakoś nie mam ochoty spotkać się z Białą Damą lub innym zamkowym duszkiem. Już mam odpalać moje samochodowe ogumienie, a tu Zosia pisze, że specjalnie pojechała do Sosnowca zobaczyć wannę… I tak prawie cały plan runął jak domek z kart, bo wannę można oglądać albo w grudniu albo w maju. Nie no, tak długo z kąpielą to ja czekać nie będę, zmodyfikowałam więc tripa, wlazłam do wanny, stoję pod prysznicem i zastanawiam się, czy Malkovich umył po sobie wannę, czy nie…, bo to on ostatnio zażywał tu kąpieli…

Kto by pomyślał, że takie skarby jak Pałac Dietla kryją się w Sosnowcu, rodzinnym mieście Jana Kiepury.

Oprowadzanie po reprezentacyjnych komnatach zaczyna się w dwukondygnacyjnej sali balowej utrzymanej w stylu Ludwika Kilkunastego – dużo sztukaterii, złota, aniołków i oczywiście lustra. Stąd tanecznym krokiem udajemy się przez garderobę dla pań (żyrandol!), pokój z witrażami i fotogeniczną klatkę schodową do -> łazienki. Oto i ona – luksusowe 27 m2 z wanną rzymską a może basenem na jakieś 8 osób. I co my tu mamy? Ceramiczne dekoracje w eklektyczno-rokokowym stylu, dwa witrażowe putta z niezapominajkami, a na zaplecku malowane igraszki bóstw morskich i egzotyczne rybki… Po przeciwnej stronie basenu stoi kryształowe lustro w bogato rzeźbionych ramach a w narożniku ceramiczny toi toi naśladujący altanę…

To właśnie w tej luksusowej łazience John Malkovich zażywał kąpieli w filmie Dolina Bogów w reżyserii Lecha Majewskiego. Inne filmowe kreacje sosnowieckiego pałacu to Między ustami a brzegiem pucharu (reż. Zb. Kuźmiński), w 2019 roku na ekrany kin wejdzie Gareth Jones Agnieszki Holland a fanom disco polo polecam uważne oglądanie teledysków zespołu Weekend…, bo może ona tańczy tutaj…

Wykąpani? To idziemy coś zjeść. Zapraszam do holenderskiej jadalni, gdzie zachwyci Was drewniana boazeria…, oczywiście, że nie taka jak w bloku z lat siedemdziesiątych, ale dębowa z wkomponowanymi w nią kredensami, lustrami, kręconymi kolumnami, malowidłami ściennymi i… kolejnym pięknym żyrandolem. W jednej z szaf ukryta jest winda towarowa, która komunikowała się z kuchnią na parterze w sprawie dań i dokładek.

Jest jeszcze pokój fajkowy, sypialnia i niezwykle fotogeniczna klatka schodowa z prasowanymi stiukami, kutą balustradą i malowanym plafonem na suficie. Wiele ciekawych informacji o rodzinie Dietlów, zdjęcia pokazujące stan obiektu przed renowacją a także film z przewodnikiem oprowadzającym po pałacu można zobaczyć tutaj.

I tak pałac, który nie był w planie stał się gwiazdą wyjazdu, ale skoro jestem już w Sosnowcu, to jadę obejrzeć jeszcze dwa… pałace i jeden zamek.

Pałace Schönów i Zamek Sielecki w Sosnowcu

Na pierwszy ogień poszedł neobarokowy pałac z czterema basztami nakrytymi cebulastymi hełmami. Kiedyś należał do fabrykanta, właściciela przędzalni wełny czesankowej – Ernsta Schöna, teraz mieści się tu muzeum szkła i fabryka nowożeńców. Budynek otoczony jest ładnym parkiem i sąsiaduje z kolejnym pałacem (aktualnie w remoncie) Wilhelma, w którym kiedyś nocowali goście rodziny Schönów.

Zamek Sielecki (też w remoncie, ale działa) to najstarszy obiekt w Sosnowcu. Swoją historią sięga późnego średniowiecza i na przestrzeni wieków był zamkiem, siedzibą szlachetnie urodzonych a także biurowcem. W 1856 roku kupił go przedsiębiorca hutniczy Andreas von Renard ze Strzelec Opolskich i w rękach tej rodziny zamek pozostawał do II wojny światowej, w 1994 zniszczony obiekt przejęło miasto i obecnie mieści się tu Sosnowieckie Centrum Sztuki, które ukulturalnia metropolię.

Zamek w Będzinie

Podobno król Kazimierz Wielki lustrując nadprzemszański gród tak zachwycił się okolicą, że powiedział: Tutaj będziem My. No to jestem w Będzinie, a przede mną byli tu Karol IV cesarz niemiecki i król czeski, królowie: Henryk Walezy w drodze na koronację, Jan III Sobieski zmierzający z odsieczą do Wiednia oraz August II Mocny i Stanisław August Poniatowski, w sobie tylko wiadomym celu.

Warownia położona na wzgórzu już z daleka przyciąga wzrok i jest wyjątkowo fotogeniczna, podobno najładniej jest tu na wiosnę kiedy kwitną jabłonie.

Inicjatorem budowy twierdzy był prawdopodobnie książę krakowski, Bolesław Wstydliwy a jego dzieło dokończył król Kazimierz Wielki, stawiając mury zamku górnego i dolnego. Zamek w Będzinie nie tylko czuwał na bezpieczeństwem okolicznych szlaków handlowych i pilnował przeprawy na Przemszy, ale przede wszystkim stał się elementem systemu obronnego chroniącego Królestwo Polskie (Orle Gniazda).

Budowla w ciągu swego istnienia naprzemiennie raz popadała w ruinę, aby potem podnieść się z gruzów, trawiły ją pożary, a w XVII wieku tradycyjnie odwiedzili ją Szwedzi. Mimo tych wzlotów i upadków zamek trwał i cierpliwie czekał na swojego Odnowiciela. Oto i on – hrabia Edward Raczyński – magnat, polityk wielkopolski, mecenas nauki i sztuki, postanowił dokonać gruntownej renowacji obiektu. W 1833 roku zatrudnił włoskiego architekta Franciszka Marię Lanci, który przebudował kasztel, obniżył wieżę i do surowej gotyckiej bryły wprowadził elementy romantycznego neogotyku. Ostateczna renowacja miała miejsce po II wojnie światowej, ale tak naprawdę to trwa nadal.

Zamek w Będzinie oprócz tego, że był zamkiem, był także więzieniem, latarnią rzeczną oświetlającą drogę łodziom pływającym po Czarnej Przemszy, ewangelickim domem modlitwy, szpitalem a od 1956 roku mieści się tu Muzeum Zagłębia prezentujące wystawy dawnej broni i uzbrojenia.

Warto wybrać się do Będzina, chociażby po to, aby zobaczyć średniowieczny zamek w stylu romantycznego neogotyku.

Pałac Mieroszewskich w Będzinie

Primo voto Pałac Mieroszewskich, secundo voto Pałac Gzichowski, barokowo-klasycystyczna budowla wzniesiona w 1702 r., przyciągnęła mnie naściennymi malowidłami z XVIII wieku odkrytymi w XX wieku. Polichromie przedstawiają sceny rycerskich pojedynków, polowania na dzikiego zwierza, medaliony portretowe a także wielkich wodzów antycznych: Hannibala, Pompejusza, Scypiona Afrykańskiego oraz Fabiusza Kunktatora. Ave Cezar!

Reasumując ekspozycję – szału nie ma, ale nikt nie mówił, że będzie. Natomiast park otaczający obiekt jest zadbany i miły dla oka.

Zamek w Siewierzu

Kradnij, zabijaj, ale Siewierz omijaj. A właśnie, że nie! Pojechałam i wylądowałam pod mostem…, na szczęście zwodzonym i to nie byle gdzie, bo na zamku w Siewierzu. Piękna ta trwała ruina wśród malowniczych rozlewisk Czarnej Przemszy, a jej historia niezwykle ciekawa jest…

Zamek o konstrukcji drewniano–ziemnej, niedaleko granicy Królestwa Czech i Królestwa Polskiego powstał na przełomie XIII/XIV wieku z fundacji książąt bytomskich, ale w 1337 roku przeszedł we władanie książąt cieszyńskich. Jeden z nich, niejaki Wacław I, onegdaj mocno się zadłużył i w 1443 roku sprzedał miasto i warownię biskupowi krakowskiemu Zbigniewowi Oleśnickiemu (procedury w imieniu biskupa krakowskiego dokonał na zamku Lipowiec, niejaki Jan Długosz – znany skądinąd). I tak na mocy umowy kupna – sprzedaży pełna władza książęca jaka przysługiwała książętom cieszyńskim, przeszła na biskupów krakowskich, którzy rządzili tu do 1790 roku.

Księstwo Siewierskie nie zostało włączone do Polski, było suwerenne terytorialnie i jurysdykcyjnie, miało własny herb, wojsko i bardzo surowe prawo egzekwowane przy pomocy kata. I w tym kontekście powiedzenie: Bij, kradnij, zabijaj, ale Siewierz omijaj, nabrało zupełnie innego znaczenia, bo za kradzież, morderstwo i pobicie prawo siewierskie przewidywało karę śmierci.

Dopiero w 1790 roku Sejm Wielki wcielił Księstwo Siewierskie do Rzeczypospolitej, ale biskupi krakowscy utrzymali tytuł książęcy aż do czasów po II wojnie światowej. Jako ostatni używał go arcybiskup krakowski, książę kardynał Adam Stefan Sapieha (zm. 1951).

Zamek stoi na sztucznej wyspie, otoczony jest fosą porośniętą wysoką trawą, spacer wokół niego to sama przyjemność bez względu na porę roku…

Pałac w Szczekocinach

Fanom Urbex’u nie trzeba specjalnie przedstawiać Szczekocin, tak, to tu znajdują się TE WSZYSTKIE MIEJSCA, ale dzisiaj nie przyjechałam tu po to, aby JE zobaczyć, ale aby zachwycić się zrujnowanym pałacem z rozległym dziedzińcem honorowym i wysokim ogrodzeniem składającym się z 54 boniowanych filarów. Niestety jest już późno i brama do parku jest zamknięta, nie przespaceruję się aleją lipową i nie zobaczę bogato zdobionej elewacji z rzeźbionymi herbami Morsztynów i postaciami rycerzy po bokach, ale wrócę tu na wiosnę, gdy świat się zazieleni…

Śląskie! Zamki i pałace