To miał być spokojny, niedzielny spacer z psem, parę zdjęć i tradycyjnie dostawa suchego prowiantu dla wiewiórek…, ale już od dawna chodziło mi po głowie, że trzeba rozpracować ten piękny teren na wapiennym wzgórzu, tak często przez nas odwiedzany.

Przegorzały… To tam znajduje się dziwne architektoniczne trio w skład którego wchodzą: willa – baszta zwana pieszczotliwie odyńcem, czyli dom własny słynnego Adolfa Szyszko-Bohusza, zamek zbudowany przez Niemców w czasie II wojny światowej, w którym przyjaźnie sąsiadowały kurdyjska restauracja i Instytut Holokaustu UJ oraz przyczajony w lesie brutalistyczny hotel – kiedyś dla niepoznaki nazywany domem gościnnym…*

Przeczytane? OK, to zaopatrzeni w taaaką architektoniczną wiedzę możemy teraz spokojnie wejść do Lasu Wolskiego, który w 1917 roku Kasa Oszczędności m. Krakowa zakupiła od Lubomirskich i ofiarowała miastu z przeznaczeniem na park ludowy. I tak gawiedź od ponad stu lat może penetrować okolicę bez ograniczeń, czemu też oddajemy się z przyjemnością.

Wspinamy się na wzgórze poprzecinane wąwozami i kierujemy w stronę ZOO mając nadzieję, że pantera śnieżna nie przechadza się w tym samym czasokresie po okolicy a i pozostałe kotowate ssaki siedzą grzecznie w domu. Na Alei Żubrowej żubrów nie spotykamy, więc zawiedzeni fest zarządzamy odwrót i innym szlakiem docieramy do punktu wyjścia, czyli do miejsca pomieszania trzech architektonicznych stylów. Teraz już tylko zjazd z góry po drodze wyłożonej trylinką… Niewtajemniczonych uprzejmie informuję, że to betonowe, sześciokątne płyty, które opatentował w 1933 roku polski wynalazca Władysław Tryliński…

I tak leniwy spacer sprowokował mnie do poszerzenia wiedzy o:

  • wszechstronnie uzdolnionym Adolfie Szyszko – Bohuszu (fotograficzna włóczęga szlakiem jego arcydzieł już od dawna czeka w kolejce do realizacji),
  • niemieckich planach przebudowy Krakowa,
  • i trylince…

ale już dawno zorientowałam się, że im dalej w las tym więcej drzew, a konkretnie pytań… Ot, taka ciekawość świata we mnie drzemie…

***

*teraz nad całością terenu czuwa Ziyad.

Spacer w Lasku Wolskim i co z tego wynikło