Wzywa nas muezzin, że czas wstawać i pędzić do Petry i tak o 6.30 meldujemy się na bramkach… Idziemy ciemną doliną wśród olbrzymich skał (czy myśmy się już kiedyś nie spotkali??!), a zła się nie lękamy, albowiem czeka na nas uczta zmysłów… Skarbiec to dopiero początek, bo do przedreptania jest tu wiele kilometrów…

A jak to wszystko się zaczęło?

Zagadkowi Nabatejczycy, koczownicze plemię z Półwyspu Arabskiego, wydłubali w III wieku p.n.e. różowe miasto Petra, które robi wrażenie nie do wyobrażenia, nie do opisania i nie do sfotografowania. Dopiero na miejscu człowiek zdaje sobie sprawę, że to prawdziwy cud, który trzeba zobaczyć na własne oczy. Nawet jeśli widzieliście już inne skalne miasta, to takiego nie widzieliście. To nie jest żadna mała mieścina wykuta w skale, to dawna stolica, w której mieszkało 40 tysięcy ludzi.

Dzięki idealnej lokalizacji na skrzyżowaniu dróg z Indii do Egiptu i z południowej Arabii do Syrii – Petra była ważnym węzłem komunikacyjnym i handlowym. Karawany tygodniami przemierzały pustynie z cennymi ładunkami, aż w końcu docierały do chłodnego wąwozu a tam jego mieszkańcy czerpali zyski z zaopatrywania kupców w wodę, żywność, oferowali zakwaterowanie, handlowali przyprawami, jedwabiem, kadzidłem i mirrą, spore dochody dostarczało im również Morze Martwe, z którego wydobywali bitumen (kopalny asfalt) i sprzedawali go Egipcjanom, którzy używali tego materiału do balsamowania zwłok… Miasto bezpiecznie położone wśród skał bogaciło się i rozkwitało…

W 64 r. p.n.e. na Bliskim Wschodzie zjawił się rzymski wódz Pompejusz Wielki, który zaprowadził nowe porządki polityczne, ale nie udało mu się zdobyć Petry. Nie udało się to również królowi Judei, Herodowi Wielkiemu i egipskiej królowej Kleopatrze, ani też cesarzowi Oktawianowi Augustowi. Formalnie królestwo Nabatejczyków zaanektował w 106 roku cesarz Trajan, nadając mu status metropolis, co przyczyniło się do jego jeszcze większego rozwoju (miasta, nie cesarza).

W roku 130, w ramach inspekcji wschodnich prowincji państwa (a może w celach turystycznych??), zawitał tam cesarz Hadrian, miłośnik podróży i ciekawych miejsc, on to nakazał przebudować część miasta w typowo rzymskim stylu.

Petra przeżywała swój ekonomiczny i kulturowy renesans aż do najazdu arabskiego w VII wieku. W średniowieczu, w okresie wypraw krzyżowych, przez chwilę ulokowali się tu krzyżowcy, ale słynny sułtan Saladyn skutecznie ich stąd wyparł rujnując przy okazji miasto. O tempora!

Petra upadła. Ale w tym upadku udział miały także siły natury, zwłaszcza liczne trzęsienia ziemi.

Petra odkryta na nowo

Przez prawie pięć wieków Petra popadła w całkowite zapomnienie, ale przez cały ten czas znana była miejscowym plemionom Beduinów, którzy skutecznie odstraszali wszystkich obcych próbujących się do niej zbliżyć. Kiedy szwajcarski geograf i podróżnik Johann Buckhardt usłyszał o tym mieście postanowił, że przedostanie się tam za wszelką cenę. Pod przybranym nazwiskiem, jako arabski szejk Ibrahim Ibn Abdullah, 22 sierpnia 1812 roku wraz ze swym beduińskim przewodnikiem wjechał w długi skalny wąwóz – Siq i zobaczył coś co przeszło jego najśmielsze oczekiwania. To był Kasneh, czyli Skarbiec, a skarbiec, to dopiero początek…

W 1985 roku rząd jordański z UNESCO i USAID wybudowali Beduinom bloki. Część z nich zamieszkała w Wadi Musa, część w nowej wsi na wzgórzu – Umm Sihon, ale reszta do dziś użytkuje skalne groty wykute w piaskowcach, bo ostatnimi mieszkańcami różowego miasta są Beduini…

Jak budowano Petrę?

… od góry do dołu. Nabatejczycy nie budowali rusztowań, ale wykorzystywali naturalną, wykutą w skale platformę. Najpierw wykuwano skałę, aby wyrównać jej powierzchnię, potem mistrzowie budowlani wracali na górę, aby rzeźbić fasadę. To właśnie fasady były najważniejsze, bo komnaty wewnątrz pozbawione są całkowicie dekoracji.

Co zobaczyliśmy?

Nasza kilkugodzinna wycieczka zaczęła się w wąwozie zwanym Siq. Kiedyś dzień w dzień podążały nim karawany kupców objuczone wszelakimi towarami, teraz ciągną tędy rzesze turystów obwieszone aparatami fotograficznymi i smartfonami. Na końcu, z mrocznego i wąskiego kanionu, wyłania się najwspanialszy widok na świecie – Al- Khazneh, nazywany przez Beduinów Skarbcem Faraona, ale faktycznie to grobowiec jednego z władców Petry, budowla ma 39 m wysokości i 27 m szerokości, ma wspaniale wyrzeźbioną fasadę z wejściem ozdobionym kolumnami.

Zachwyciliśmy się Skarbcem z dołu, ale było nam mało, więc Ulicą Fasad i Grobowców Królewskich, obok olbrzymiego Teatru, obeszliśmy Jaśnie Panią Górę i po kilkuset schodach razem z osłami, psami i kotami, wspięliśmy się na sam szczyt. W pierwszym namiocie u Audiego (26 lat, od 4 miesięcy w biznesie, w lecie śpi w tym namiocie, a w zimie w jaskini-domu w wiosce) wypiliśmy herbatę z widokiem na amfiteatr, rzymskie ruiny i rozległą panoramę skalnego miasta. Herbata w takim miejscu to więcej niż cała historia w szkole… Potem klucząc wśród skał i kamieni i wciąż poszukując właściwej ścieżki dotarliśmy do najsłynniejszego w tej okolicy namiotu – kawiarni z najlepszym punktem widokowym na Skarbiec z góry. Siedząc na tradycyjnych beduińskich dywanach wypiliśmy kolejną słodką herbatę, a słynne nogi zwisające w przepaść na tle pięknej fasady Skarbca pozostawiliśmy innym…

Pokonanie szlaku w górę i w dół zajmuje około dwóch godzin, nie jest to zbyt męcząca wędrówka i napewno warto ją przebyć.

Do klasztoru Ad-Deir nie poszliśmy, bo wybraliśmy szlak, wiodący wąwozem do rzadko odwiedzanych miejsc, są tam grobowce schodkowe i jaskinie, w których do tej pory mieszkają Beduini. Wspinaliśmy się na skały, odmachiwaliśmy przyjaznym mieszkańcom, zaglądaliśmy do starożytnych wnętrz, głaskaliśmy osiołki… i byliśmy tam sami… Niezwykłe to uczucie w obleganej masowo Petrze…

W skalnym mieście spędziliśmy jeden dzień, w czasie którego przeszliśmy 20 kilometrów (27850 kroków) i pokonaliśmy 123 piętra.

***

Nie zwiedziłam i nie zwiedzę całego świata, ale cieszę się, że dane mi było być w Petrze… i dlatego nie oszczędzałam na zdjęciach w tym wpisie 🙂 a na resztę Jordanii zapraszam tutaj.

Niesamowita Petra