Mojżesz przybył tu, żeby zobaczyć Ziemię Obiecaną, a my?? W Petrze już byliśmy, po pustyni pojeździliśmy, no to co jeszcze mamy w jordańskim menu?

Piątek – dzień 1

Przylot na lotnisko w Ammanie godzina 11.15 -> wypożyczenie auta godzina 12 -> wyjazd w kierunku Madaby i rzut oka na najstarszą posadzkową mapę świata-> przejazd Autostradą Królewską (a jakże!) do Wadi Musa, po drodze: punkty widokowe i zwiedzanie zamku Al-Karak (czas przejazdu bez postojów 4.30) -> przyjazd do Wadi Musa: wieczorne zwiedzanie lokali gastronomicznych, nocleg w Sharah Mountains Hotel.

Sobota – dzień 2

Wczesny, nawet bardzo wczesny wyjazd do Petry (przejazd ok. pół godziny), zwiedzanie do godz. 15-16 -> przejazd do Wadi Rum (ok. 1,5 h), zachód słońca, kolacja, nocleg w beduińskich namiotach Wadi Rum Blue Sky and Tour.

Niedziela – dzień 3

Wczesna pobudka (znowu??!), jeep safari po pustyni (4 h) -> wyjazd ok. godz. 12 drogą nr 65 wzdłuż granicy z Izraelem w kierunku Morza Martwego -> przejazd przez Akabę (zwiedzanie przez okna samochodu) -> w Amman Beach kąpiel w Morzu Martwym i panierowanie się w błocie -> wieczorem przyjazd do Ammanu, nocne zwiedzanie, szamka, nocleg w Concord Hotel.

Poniedziałek – dzień 4

O godzinie 8 poranny przejazd przez Amman na lotnisko (1 h), wylot do Krakowa, bo wszystko co dobre szybko się kończy…

Taki był plan, a jak było faktycznie?

No właśnie dokładnie tak. Jedyny niewypał to kąpiel w Morzu Martwym, niestety góra śmieci na plaży i mgła skutecznie odstraszyły nas od zanurzenia się w tym specyficznym roztworze solnym – kąpiel w tym samym morzu od strony Izraela to eden (mamy w tym temacie doświadczenie).

A teraz przejdźmy do szczegółów…

Madaba – mozaikowy raj 

Z lotniska w Ammanie pojechaliśmy do Madaby zobaczyć najstarszą na świecie mapę posadzkową, która oczekuje interesantów w cerkwi św. Jerzego. Nie sądziliśmy, że ten schemacik topograficzny z VI wieku przyda nam w podróży, ale…

Naukowcy twierdzą, że mapa została wykonana z 2 mln elementów i pierwotnie miała rozmiar 6 x 16 m, jednak do naszych czasów zachował się jej niewielki fragment obejmujący obszar od Libanu do delty Nilu. Ilość szczegółów jest zaskakująca. Jest Morze Martwe z łodziami i rybki pływające w Jordanie, Jerycho – najstarsze miasto świata, Jerozolima otoczona murami, Betlejem, Hebron, miasto Al-Karak… Skąd ja to wiem? Bo wszystkie miejsca i miejscowości posiadają opisy w języku greckim (a poza tym jest ściąga po angielsku…). Bardzo ładnie ktoś to ułożył wieki temu…

Samo miasteczko Madaba nie jest specjalnie atrakcyjne, choć ma długą i burzliwą historię, to głównie mozaiki przyciągają zamiejscowych. Można się udać mozaikowym szlakiem od świątyni do świątyni przez Spalony Pałac… a może i jeszcze gdzieś, ale nad tym nieustannie pracują koledzy – archeolodzy.

Czy Autostradą Królewską Jaśnie Państwo pojadą?

A jakże! Pasy zapięte, maps.me włączone, przewodnik na kolanach…

I tak z Madaby w kierunku Petry mkniemy Autostradą Królewską – spektakularną, pustynną, wijącą się serpentynami i prawdopodobnie najstarszą ciągle używaną drogą na świecie… Via Nova Trajana wybudowali Rzymianie, ale jej korzenie sięgają Epoki Żelaza.

Współcześnie prowadzi przez najpiękniejsze krajobrazy Jordanii, a w starożytności była jedną z najważniejszych dróg handlowych na Bliskim Wschodzie i sceną wielu biblijnych wydarzeń. Chcemy jedynie skorzystać z drogi królewskiej i nie zboczymy ani na prawo, ani na lewo, dopóki nie przejdziemy twoich granic… (Stary Testament, Księga Liczb (20:17). A my co? A my na prawo na kawę do Beduin Cafe, na lewo, bo tam zakamuflowało się urocze kozie stadko, znowu na prawo, bo tam tama, panoramiczne widoki i przepaść… Kompletnie niesubordynowane z nas towarzystwo w porównaniu z Izraelitami w czasie Exodusu.

Nie licząc progów zwalniających (sic!), podróżowanie po King’s Highway to historycznie sama przyjemność, urok pustynnych krajobrazów i panoramiczne widoki.

Al-Karak – imponujący zamek krzyżowców

Już z daleka go widać, góruje nad okolicą rozlokowany na wysokim płaskowyżu niedostępnym z trzech stron. Al-Karak. Imponujące 220 m x 125 m w czasach świetności. Dzisiaj ta trwała ruina (nieustannie remontowana) może nie epatuje nadzwyczajnym pięknem, ale można grasować po klimatycznych podziemiach, zachwycać się panoramicznymi widokami i wyobrazić sobie, że kiedyś były tu koszary dla żołnierzy i komnaty ozdobione roślinnymi płaskorzeźbami, kościół i meczet, więzienie i piekarnia, stajnie dla koni, łaźnia, cysterny na wodę, tarasy i mnóstwo tuneli (to akurat pozostało do dziś).

Potężny zamek krzyżowców został wzniesiony przez lennika Królestwa Jerozolimskiego Pagana Butlera w 1142 roku na ruinach cytadeli Nabatejczyków. Zbudowany z wapienia i pokryty szkliwem był najbardziej niedostępną i najwspanialszą fortecą na obszarze między Jerozolimą a Akabą.

Starożytna miejscowość Al-Karak jest zaznaczona na mozaikowej mapie w Madabie.

Morze Martwe od strony Jordanii jest…

Mieliśmy kąpać się w morzu i okładać błotem, ale przejście przez zaśmieconą plażę odebrało nam na to ochotę i tak chcąc nie chcąc zaoszczędziliśmy po 20 JOD (110 zł) za wstęp. Jordańczycy urządzają sobie pikniki na wodą, ale potem zapominają zabrać swoje śmieci, szkoda. No cóż pozostają nam tylko widoki przez mgłę, bo słońce nie raczyło się pokazać i wspomnienia kąpieli w Morzu Martwym, ale od strony Izraela.

Amman!

Przejazd przez Amman w godzinach szczytu to wyższa szkoła jazdy dla nietubylców, nam się ta sztuka udała dzięki naszemu Mistrzowi Kierownicy. Respect! i szybko organizujemy się z wyjściem na miasto…

Ponieważ stolica Jordańskiego Królestwa Haszymidzkiego nie dysponuje zbyt imponującą ilością zabytków, a my z kolei nie dysponujemy zbyt dużą ilością czasu, więc skupiamy się na jedzeniowym aspekcie tego miasta i poznaniu nocnego życia. Omietliśmy wzrokiem ruiny rzymskiego teatru, który nota bene znajdował się dokładnie naprzeciwko naszego hotelu i obraliśmy kierunek na suk. Arabski Kleparz to oczywiście misternie usypane kopczyki przypraw, wory bakalii, dojrzałe ananasy i najlepszy na świecie sok z granatów (egipskich, bo sprawdziłam na metce zanim poszły do wyciskacza bynajmniej nie łez). Trochę zdziwiła nas rzodkiewka wielkości naszych jabłek, ale widocznie klimat jej służy i rośnie jak na drożdżach.

Nasza dzisiejsza kolacja składała się oczywiście z falafeli z ulicznej budki, kolejnego soku z granatów (tak dla bezpieczeństwa) i słodkiego deseru (top of the top w Ammanie – Habibah), gdzie kolejka dorównuje tej w Krakowie po słynne zapiekanki. Prawdę mówiąc to miałam już dosyć tej słodyczy, ale reporterski obowiązek nakazywał, aby sprawdzić o co to jest ten kunafeh. 30 minut stania i wreszcie mamy TO: słodki kawałek 15 x 15 cm, polany jeszcze słodszym syropem. Przecież ja znam ten smak z Polski! Intensywne myślenie jednak nie doprowadziło mnie do żadnego dziejowego odkrycia i wtedy Henrique rzecze: c’est kluski leniwe! 500 g twarogu, 2 szklanki mąki, 2 jajka, masło, bułka tarta, cukier i cynamon. Dokładnie tak, to nasze kluski leniwe podane pod postacią jednej wielkiej kluchy i słodkie jak diabli. Hmmm, de gustibus non disputandum.

Na szczęście kuchnia jordańska to nie tylko sama słodycz. To hummus, musafa (jagnięcina w ziołach), mój ulubiony chleb z tymiankiem, czyli aisz bi zaatar, falafele, a z drinków – arabska kawa z tygielka i wystrzałowy sok z granatów.

Amman, jest jednym z najstarszych miast świata (wykopaliska potwierdziły istnienie domów wybudowanych w epoce kamienia 7 000 lat p.n.e), ale największe zmiany zaszły tu w XX wieku, w ciągu stu lat błotnista wioska przekształciła się w arabską metropolię. Betonowa dżungla rozlokowana na kilku wzgórzach i zamieszkała przez ponad 2,5 mln obywateli bez wątpienia ma swój urok, to taka piękna brzydota.

Przydałby się nam jeszcze jeden dzień w stolicy, aby wspiąć się na najwyższe wzgórze (850 m n.p.m.) z Cytadelą skąd można podziwiać panoramę miasta, usiąść na stromych stopniach w teatrum romanum, poszukać street artu w zaułkach, zobaczyć meczet króla Abdullaha i pewnie coś jeszcze by się znalazło…

Jordania to dla mnie odkrycie roku! To nie tylko druga Ziemia Święta (tu umarł Mojżesz, Aaron, Jan Chrzciciel, Chrystus został ochrzczony w wodach Jordanu, po niej maszerował też prorok Mahomet), ale niesamowita Perta, pustynia Wadi Rum, góry, zamki i meczety obok kościołów… Jordania jest oazą spokoju na Bliskim Wschodzie, a Jordańczycy to bardzo gościnni i pokojowo nastawieni ludzie.

Salaamat!

Jeszcze tylko humor zeszytów: Kebab – najsłabsze ogniwo w jordańskim jedzeniu; Ile kasy mamy w monetach? – 5 sztuk; Przychodzi kot i udaje, że jest nasz; Co z paliwem, nawet auto się pyta…; Śpiący na drodze policjant może naprawdę człowieka obudzić; Jeden policjant się obudził i wlepił nam mandat; Włosy jak pustynna burza; No i się rozlało na pustyni; Dopada nas depresja, a to oznacza, że zbliżamy się do Morza Martwego; Słoneczniki w styczniu!; Ja: Iphone mi się nie ładuje. On: bo Iphone ładuje się tylko z Tesli…

***

Reszta Jordanii tutaj.

Jordania – moje odkrycie roku!