Zacznę jak „pani od geografii”… Powierzchnia Republiki Malty wynosi 316 km2. Na tę liczbę składają się trzy główne wyspy archipelagu: Malta, Gozo, Comino, małe wysepki: Manoela, Św. Pawła i Cominotto, mikro wysepki: Fifla, Fungus Rock, Halfa Rock i Large Blue Lagoon Rock i żeby nie było, że chcę coś pominąć, dorzucam jeszcze skały wystające z wody a i tak wychodzi mi, że całe państwo jest mniejsze od Krakowa o 11 km2. Jednak niech Was nie zwiedzie ta niewielka ilość areału. Najmniejsze państwo Unii Europejskiej, położone w samym środku Morza Śródziemnego, oddalone 86 km od Sycylii i 286 km od Tunezji, ma do zaoferowania moc atrakcji. Weekend to za mało na ogarnięcie nawet części z nich, ale jak mówią starzy Chińczycy lepiej zobaczyć coś raz, niż słyszeć o tym tysiąc razy. I tak idąc tym tropem wylądowaliśmy w piątkowy wieczór na Malcie.

Ze względu na ruch lewostronny, z którym nikt z nas nie odważył się zmierzyć, tym razem przemieszczaliśmy się autobusami, taksówkami, statkami i oczywiście w siedmiomilowych butach. Lista miejsc, które chcieliśmy odwiedzić była długa jak chiński mur, ale motywem przewodnim tego wyjazdu był karnawał. Zamiast tłuc się do Rio, paradowaliśmy, defilowaliśmy i tańczyliśmy w Valletcie, a kiedy tego nie robiliśmy eksplorowaliśmy pozostałe skarby wyspy.

Zachwyciliśmy się stolicą, miastem – muzeum pod gołym niebem, sprawdziliśmy stan fortyfikacji z lądu i morza, pokręciliśmy się po chacie Wielkiego Mistrza a w kontrkatedrze stąpaliśmy po sztuce i podziwialiśmy niezwykłą grę świateł u Caravaggia. Oczarowała nas cicha Mdina, do której weszliśmy (a jakże!) przez Bramę Królewskiej Przystani, chcieliśmy zagubić się w wąskich uliczkach, ale i tak w końcu wylądowaliśmy przed fasadą burdelu Littlefingera… (potem na wszelki wypadek odwiedziliśmy kilka kościołów z bogatej maltańskiej oferty 360 sztuk, czyli prawie jeden kościół na każdy dzień w roku, ale nie wiem, czy to się liczy, więc muszę zapytać o to fanów Gry o Tron).

Gdzie nas jeszcze oczy i nogi poniosły? Do wioski rybackiej Marsaxlokk z kolorowymi łodziami luzzu, do mega megalitycznych świątyń parapraprababek Stonehenge i do Blue Grotto, ale from the top. I jakimś psim swędem udało mi się jeszcze wyniuchać street art…

Oto nasz plan na weekendową Maltę. Voile! Częstujcie się i kopiujcie do woli.

***

Miłośników psów rasy maltańczyk muszę rozczarować, więcej jest ich w Krakowie niż u źródłosłowu.

Malta na weekend