Około 4000 szczęśliwych mieszkańców Alaski nazywa to miejsce swoim domem. Epickie Valdez… Mekka dla narciarzy, wędkarzy, miłośników wodospadów, zdobywców lodowców…, mała Szwajcaria Alaski i śnieżna stolica 49 stanu. Średni roczny opad śniegu wynosi tu ponad 10 metrów, ale rekord to prawie 20 metrów. Dlatego nowe Valdez (oryginalne wpadło częściowo do oceanu w 1964 roku podczas tragicznego trzęsienia ziemi) zostało zaprojektowano tak, aby poradzić sobie z tą śnieżną klęską urodzaju; ulice są szerokie, a pomiędzy nimi wyznaczono miejsca do składowania białego puchu. Nam zaspy nie grożą, ale rekordowe upały owszem, dlatego częste przesiadywanie na lodowcu Worthington nie było złym pomysłem.

Valdez w czasach Gold Rush było punktem wyjścia dla poszukiwaczy złota, dziś jest końcem rurociągu Trans-Alaska, ważnym węzłem komunikacyjnym, portem rybackim, ma niezliczone ilości szlaków turystycznych, ośnieżone góry i fiord – tyle atrakcji, a my mamy tylko dwa dni…

Są tu ryby…

… duuuużo ryb, jest ich tak wiele, że woda aż kipi, wystarczy wsadzić rękę do wody i kolacja gotowa. Każdy może łowić – licencja na wędkowanie kosztuje kilkanaście $$ i można ją kupić w każdym markecie.

W Valdez organizowane są najstarsze, stanowe derby wędkarskie z pulą nagród w wysokości            15 000 dolarów. Aby wziąć udział w zawodach wystarczy wykupić bilet (10 $/dzień lub 50 $/sezon) i złowić największego halibuta lub srebrnego łososia, a jak nie złapiesz zwycięskiej ryby, to twój bilet bierze udział w losowaniu nagrody pocieszenia – 10 000 $ (całkiem niezła sumka na osłodę). Derby organizowane są w trzech kategoriach: dla kobiet, mężczyzn i dzieci – to poważna sprawa, świetna zabawa, a potem kupa jedzenia w domu, bo rybki można zabrać ze sobą do samolotu (na szczęście nie do kabiny), koszt takiej przesyłki nadanej jako bagaż to jedyne 25 $. Oczywiście „latające” ryby muszą być przygotowane do takiego transportu, ale za niewielką opłatą zrobią to w porcie fachowcy: rozbiorą rybę na części a potem zapakują do specjalnego pudła z lodem i gotowe.

Kontynuując temat kręgowców oddychających skrzelami, to w miasteczku jest jeszcze jedno ciekawe miejsce – wylęgarnia ryb (Solomon Gulch Hatchery), która wypuszcza co roku do zatoki ponad 200 milionów różowych i 2 miliony srebrnych łososi. Od czerwca do sierpnia w wodzie jest tak tłoczno, że ryby muszą rozpychać się łokciami, a raczej płetwami, to istny eden dla fok, lwów morskich i ptaków. Można tu stać godzinami i patrzeć na wydry uciekające ze zdobyczą, a po posiłku wylegujące się na plecach z zadartą do góry płetwą. Częstymi gośćmi są też niedźwiedzie, które wychodzą z lasu, podchodzą do brzegu i wracają z kolacją poruszającą się w pysku.

Kraina wodospadów

… są prawie wszędzie. Skoro Valdez to najbardziej ośnieżone miejsce w Stanach Zjednoczonych, to kiedy ten cały śnieg topnieje, to spływa po zboczach gór tworząc wodospady, dużo wodospadów…, a najpiękniejsze są wzdłuż kanionu Keystone. W zimie, na zamrożonych wodospadach uprawia się wspinaczkę lodową.

Lodowce

… dużo lodowców. Można popłynąć kajakiem do lodowych jaskiń, albo statkiem w rejs do Columbia Glacier, który każdego roku wyrzuca do oceanu oszałamiające 13 ton lodu, to prawie pewne, że ocieli się na twoich oczach. Można też wybrać się na wycieczkę na lodowiec Worthington, o którym pisałam tutaj.

Złoto

Chociaż czasy Gold Rush już dawno minęły, to w alaskańskich rzekach nadal płynie złoto. W czasie off roadu do „jakiegoś” kanionu natknęliśmy się na opuszczoną kopalnię nad rzeką – krajobraz jak po bitwie albo wybuchu bomby, teren przeorany na wszystkie możliwe strony. Złota nie znaleźliśmy, ale zabawa była super.

Jak dojechać? 😉

Aby dostać się do miasteczka Valdez trzeba najpierw wspiąć się na przełęcz Thompson (855 m n.p.m.), aby za chwilę zjechać na poziom morza, potem wąską drogą w oszałamiającym kanionie Keystone, gdzie skalne ściany upstrzone są wodospadami i już jesteśmy na miejscu…

Zapraszam po objazd po Valdez.

Epickie Valdez na Alasce