Jestem miłośniczką wielu rzeczy, ale przede wszystkim uwielbiam słuchać opowieści. Najbardziej lubię te nietypowe. Takie jedyne w swoim rodzaju. Dziwaczne i ekscentryczne. Acha, jeszcze tajemnicze, śmieszne i… mogłabym tak długo wymieniać. Dzisiejszy wpis to będzie konglomerat wiedzy zdobytej w tę ostatnią niedzielę września podczas czterech spacerów, na które wybrałam się w ramach XVIII Podgórskich Dni Otwartych Drzwi. Oni to umieją człowiekowi zorganizować czas!

W skrócie to wyglądało tak: zaczęłam w Ludwinowie, potem przetransportowałam się do Prokocimia, stamtąd wróciłam na Zabłocie, a na koniec wylądowałam na ulicy, aby posłuchać podgórskich wspomnień.

Emil, nasz przewodnik po Ludwinowie, przeciągnął nas po wielu tutejszych zakamarkach, tajemniczych ogrodach (a właściwie ogródkach działkowych), najstarszej ulicy – nie wiedzieć czemu Tureckiej oraz pokazał kaplicę dworską, która zaskoczyła mnie, bo nie spodziewałam się jej w tym miejscu. Było mnóstwo historii, ciekawostek, a na koniec mini koncert z Ludwinowskim Tangiem w roli głównej. Piosenkę skomponował Jerzy Petersburski (ten od Tanga Milonga i Tej ostatniej niedzieli), słowa napisał Andrzej Włast a wykonał Emil wraz chórkiem zwiedzaczy. Wielkie brawa dla wszystkich!

Z kolei w Prokocimiu wszystko kręciło się wokół niezwykłej postaci Erazma Jerzmanowskiego nazywanego polskim Noblem. Ten ziemianin, powstaniec styczniowy, emigrant, naukowiec, właściciel siedemnastu patentów, finansista, przemysłowiec, człowiek, który oświetlił Amerykę, jeden z najbogatszych ludzi w Ameryce pod koniec XIX wieku (pierwszym był John D. Rockefeller), filantrop, mecenas polskiej kultury…, po powrocie z Ameryki zamieszkał w pałacu w Prokocimiu. Tuż obok kazał sobie wybudować stajnię i wozownię na konie bryczkowe, bo w końcu jakoś musiał dojeżdżać do Krakowa. Stajnia wyposażona była w marmurowe żłoby i kryształowe lustra – to tak dla większego komfortu jego miejskich mustangów. Po śmierci Erazma, żona sprzedała posiadłość Augustianom, którzy w połączonej stajni i wozowni stworzyli kościół.

Na Zabłociu królowała elektrotechnika, ale niestety tylko we wspomnieniach, nic się już tu nie produkuje, a na ulicy Przemysłowej stoją same bloki. Z dawnej fabryki Miraculum pozostał tylko komin (a właściwie to komin należał jeszcze do Wytwórni Mydła C. Śmiechowskiego, założonej w 1913 roku na Zabłociu). Telpod (pierwotnie niemiecki Telefunken, znacjonalizowany w 1945 r.), to dzisiaj akademik, a restauracja Orzo to dawna stołówka Telpodu. To tutaj w Fabryce Siatek, Mebli, Konstrukcji Żelaznych i Wyrobów Ornamentalnych Kutych Józefa Góreckiego, wykonano z 400 żelaznych elementów, krzyż na Giewont. A co ma wspólnego Brama Floriańska z szerokością torów w Krakowie i kiedy w naszym mieście zlikwidowano ruch lewostronny? Mnóstwo pytań padło tego popołudnia na Zabłociu i żadne nie pozostało bez odpowiedzi. Szacunek dla Pana Sławomira za ogrom wiedzy, którą stara się ocalić od zapomnienia na swoim arcyciekawym blogu.

Na koniec dnia przespacerowałam się z mieszkańcami Podgórza i posłuchałam opowieści z lat sześćdziesiątych, siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. To było prawdziwe popołudnie wspomnień: o ulubionej piekarni, kultowej kawiarni, o sklepie wędkarskim i o Parowej Fabryce Cukrów i Czekolady „Kryształ”. Było też o mieszkaniu w budynku rotacyjnym i o tym, że Areszt Śledczy na Czarneckiego od roku jest nieczynny (dobrze, że „zaliczyłam” go w czasie XV PDOD)…

To był udany dzień, chociaż po czterech spacerach wróciłam zmęczona jak pies. Oto parę klisz z tej ostatniej niedzieli.

***

Jeśli ktoś ma jeszcze siłę na zwiedzanie, to zapraszam na moje Podgórskie Dni Otwartych Drzwi w 2017 roku w 2016 roku.

Podgórskie Dni Otwartych Drzwi 2019